• Wpisów:1298
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 13:35
  • Licznik odwiedzin:74 053 / 2676 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

Pisane przy:

Nieważne, jak długo zostaniesz
nic nigdy nie jest na zawsze
może chociaż śniadanie
nim się wspomnienie zatrze

Ludzie przychodzą, odchodzą, przychodzą
i siedzą jak kura na grzędzie
bez planów i bez oczekiwań
niech się to wszystko odbędzie




Sztuczność, sztuczność wszędzie. I płytkość. I zauroczenie. I radość, krótkotrwała. Sprezentowana tym, których nie widzieliśmy od poprzednich Świąt.

Pokazują nam miłość i rodzinność na przykładach.
Czasami to miejsce wydaje mi się być, jak rezerwat.
Jedni przekonują luzem i porozumieniem pokoleń, a inni na Twoich oczach zmagają się z codziennością.
To jak odtrutka, prawdziwe błogosławieństwo prostoty.
Tylko jedna rzecz jest taka, o której ja wiem, a ludzie "stąd" zdaję się, jakby zapomnieli.

Wystarczy otwarcie prosić o to, czego się pragnie. I się to otrzyma.
Czasami bez pokornego życia, przestrzegania sztucznych zasad, kulturowo narzuconych i wynikających z tradycji.
Czasami nasze szczęście, nasza zgodność ze światem, wynika tylko z prób jego poszukiwania. Tylko z prób i błędów. Z konfrontacji. I nie trzeba do tego dopisywać ideologii, ani filozofii.
Tym bardziej definiować tego religijnością.

Tymczasem w Święta Wielkanocy, jakby wszyscy wszystko definiowali Bogiem, błogosławieństwem i świętością.

Bezczelne nadużywanie wiary, właśnie w Święta.
Nie w łaskę.
Nie w moc, której możemy doświadczyć, uniżając się i prosząc.
Nie w ludzi, nie w naszą zdolność do wybaczania, prostowania...
Tylko w Święta.

A.
 

 
Pisane przy:

And I can’t see you here, wondering where I might?
Sort of feels like I'm running out of time
I haven’t found what I was hoping to find
You said you "Gotta be up in the morning
Gonna have an early night"
And "You started to bore me!





Marudzenie.
Krytykowanie.
Umniejszenie wartości.
Czemu?
... bo jest się na STABILNEJ pozycji, a taka pozycja nudzi. I chce się przejść na wyższy level. Level wrażeń, oczywistości i porozumienia z kimś, kto chce tak samo, jak Ty oderwać się od codzienności. To, co chcieliśmy kreować, okazuje się 'stanem zastanym'.
I w tym wszystkim chyba tylko dobrowolność jest święta.
Dookoła krzyczą: WYTŁUMACZ SIĘ ZE SWOJEGO ŻYCIA. Krzyczą - choćby za pośrednictwem Drogi Krzyżowej w środku miasta.
A nam się wydaje, że przeżywamy coś szczególnego.
A my tkwimy w przekonaniu, że jesteśmy pierwszymi, który wpadli na pomysł zróżnicowania stanu faktycznego, którym właściwie można już rzygać.
Tylko po co wciągamy w to szczęśliwe osoby? Twierdząc, że są z pozoru szczęśliwe?
... że są schematycznie szczęśliwe. I na pewno w tym rytmie, jest jakaś dziura. Jakaś parszywa nic nieporozumienia, którą mogłabym przeciągnąć na swoja stronę, gdyby istniała.
Wyciągam.
Mieszam.
Zmieniam.
Wszystko w myśl zwykłego porządku, wszystko ukradkiem. Wymiksowuję się w myśl stabilności i angażuje się w myśl naturalnego biegu wydarzeń.
Ani nie chcę dostać jednego, ani zrezygnować z drugiego.
Może jestem, jak Ty.
Może za tym Twoim urokiem i wymuszoną szczerością, kryje się taki sam bałagan w głowie, jak w mojej.
Choć mój bałagan nazywają brakiem doświadczenia.

Czuję się przywrócona do życia. Właśnie taką mieszanką.
Może właśnie tą niepowtarzalnością.
Może właśnie tym przypadkiem.
I faktem, że mogę wrócić. I zwiać. I znów być na miejscu. I znów przyjechać.
Jak gdyby nigdy nic.

A.
 

 

Pisane przy:




Saw the washing on the line
As I lay on the floor
With a heart full of wine
With nothing left to pour
To pour


Altana.
Prawdziwe, pachnące drewno.
Czerwone wino porzeczkowe.
Oby pół kieliszka nie uderzyło mi do głowy. Pite przed wizytą w kościele jest podobno w moim stylu.

Zaangażowanie sprawia, że mi się nie polepsza. Życie tutaj sprawami, które nie mają nic wspólnego z tą rzeczywistością, też. Tutaj powinno być się z boku, czasami komentować, ale przede wszystkim znaleźć czas, miejsce i postawę dla siebie. Co jest utrudnione w Kato, gdzie depczemy sobie po piętach i chcemy tego samego.
W Zimnowodzie nie ma nieakceptacji i zrównywania do poziomu "Dlaczego Twój życiorys nie jest życiorysem, tylko jakimś przeciętnym życiem?!"
Czego mogą chcieć ludzie, którzy nie chcą tego, co jest w błyszczącym magazynie, którego koszt czasami dorównuje dniówce kogoś, kto tu spędza życie?
Czuję się, jak produkt. Nie produkt systemu, ale produkt przeciwstawny systemowi. Wytworzony z potrzeby outsiderstwa produkt.
"NIE WIDZIEĆ DALEJ, NIŻ KOŃCÓWKA SWOJEGO NOSA I STAN SWOJEGO KONTA!" - Taką radę kiedyś dostałam.
Od kogoś, kto pija wino z karafki. Koniecznie domowe, może być porzeczkowe. Od kogoś, kto powiedział, że wszędzie można pobywać, ale nie wolno być jakimkolwiek.

PRAWDZIWA LEKKOŚĆ BYTU!
Szkoda, że tylko przez 5 dni. Niektóre urywane.

Kiedyś kochaliśmy to miejsce bardziej.

I swoich przyjaciół też.
A teraz przywozimy obserwacje i zabieramy obserwacje.




Love comes and goes like he knows what he wants to do
It's here, then it's there, doesn't really seem to care if I'm in or out with you.

A.
 

 
Pisane przy:




We have all the time in the world
Time enough for life
To unfold
All the prescious things

W opolskim radio czwartkowym popołudniem ma miejsce pewna audycja, prowadzona przed dwie entuzjastyczne dziewczyny.
Dziś przez ich usta pozdrowiłam Opole od panny J, która kiedyś była w tym mieście szczęśliwa, a teraz żyje "ułożonym życiem", gdzie indziej. Inaczej.
Mówią na mieście, że lepiej.
Po co wyznaczyliśmy sobie (mimo młodego wieku) te standardy? Skąd ja to wiem, że nie powinnam zostawać w miejscu, tylko iść dalej...? Osiągać. Piękne, zdradliwe słowo.
Wróciłam myślami do czasów, gdy czas odliczało się inaczej. Wyluzowanych czasów, gdy miało się nadzieję na przyszłość. Przyszłość właśnie nadeszła. I choć w tamtym, małym, mieście największym wrogiem była stagnacja, to w tym dynamicznie rozwijającym się mieście, największym wrogiem jest... jego pozornie największa zaleta.
Tak, jak ówczesna horrendalna wada Opola, teraz wydaje się mi jej cechą. Tylko cechą.
Jak to możliwe, że dziś nie pamiętam tych wszystkich drobnostek, które kiedyś koncertowo mnie irytowały...?
Czy jest jakaś "właściwa" forma wspominania przyjemnych chwil? Taka pozbawiona tego, że żałujesz, że już Cię gdzieś nie ma... że już żyjesz inaczej?
Tu gdzie jestem teraz też jest wdzięcznie.
Wczoraj przespacerowałam cały wieczór. I dzisiaj też chyba powinnam.
Przecież chciałam mieszkać w uroczej dzielnicy, gdzie można spacerować do oporu.
Mam to wszystko, o co kiedyś tak walczyłam. Ale gdy zdobywasz to "coś", powoli tracisz siły.
Trzeba mi więc zrobić sobie przerwę. I zamaszysty krok do miejsca, które znam najlepiej.

A.
 

 


Took a train to the river
Where I drove right in
That skinny dippin' girl
Made the blue bird sing
Fell in love in California, she blew my mind
She shot me down with her revolver
She got me high
Then the weather man came on the radio
Said there be sunshine
Then all the colours of the rainbow
Fell in my mind
 

 
Pisane przy:




Nie przepadałam za szkołą, ani za poświęcaniem czasu na naukę czegoś, co wtedy wydawało mi się nieprzydatne. Ale dziś przypomniały mi się fragmenty tekstu z podręcznika z biologii - Zdolność przetrwania mają jednostki w przygodzie, które:
- Są silne.
- Są wystarczająco wyizolowane.
- Potrafią się dostosować.
Podręcznik z biologii przyniosło mi na myśl pismo, wygrzebane na stoisku ze 'starymi gazetami', jak zwykłam to nazywać.
Jak w życiu. Dookoła trąbią, że moje pokolenie ma wyjątkowo trudno, że musi się starać, że podejmowane "standardowe" działanie to za mało.
A ja jestem trochę silna, trochę cechuje mnie zdolność lawirowania, a i stylu "I don't care" mi nie brakuje. Czy to jest... recepta?
W tym szarym, szybkim mieście... gdzie kompletnie nie wiem, co jest właściwie... pozostając przy wiedzy, co jest... opłacalne.
W tym mieście, gdzie za każdym rogiem słychać "Jebać to my, ale nie nas!"
Ale słychać też wyrazy zniecierpliwienia, rozczarowania i zaskoczenia.
Matko i boska, toż to ludzie nie zauważyli, że czasy się zmieniły? Mi gdzieś w międzyczasie zmieniło się całe życie. Chcąc/nie chcąc.
- Wiesz co? Ja chyba nie potrafiłabym żyć inaczej. Nie umiałabym nagle nie walczyć. Nie próbować. Nie wyprzedać. - Powiedziałam dziś.
Tyle miało być w moim życiu indywidualizmu. Tyle radości. A okazuje się, że po prostu "dobrze się mam". I właściwie tyle.
Mądre gazety o politycznym wydźwięku traktują o tym, że w moim wieku obojętność to zaleta.
Nie jesteśmy obojętni.
Po prostu czekamy na moment, w którym będziemy mieli nieco więcej czasu. Na moment, w którym po prostu będziemy mogli złapać oddech. Nie na chwile, w której zaczniemy mniej chcieć, czy widzieć mniej sensu.
Ale życie musi się rozluźnić. Tylko życie musi nam się z lekka rozluźnić.
Coś wreszcie musi stracić, bo sami nie odpuścimy.
Nierzadko trzymamy się tego, co mamy, bo mamy więcej, niż inni. Mamy więcej, niż sąsiad. I niż nasi rodzice. I więcej, niż nasze wszystkie byłe przyjaciółki razem wzięte.
Jedni się martwią, przeczekują. Są pośmiewiskiem w oczach jednych, a inni znajdują dla nich pocieszenie.
Drudzy się zapętlają i nie ma już w nich uczuć wyższych, jest tylko sięganie wyżej.

A.
 

 
Pisane przy:




Nie robię czegokolwiek spektakularnego, a i tak jestem zmęczona, jakbym na wyścigi zbawiała świat.
Rezultaty tego, czego się (jak można by rzec w tym nietolerancyjnym na czyjeś powodzenie świecie) nachapałam być może są widoczne już teraz, a może zaprocentują na przyszłość.
A może w przyszłości, nawet niedalekiej... wszystko już będzie diametralne inne? Niemożliwe do przewidzenia?
Jeśli jestem czegoś pewna, to tylko planów na kolejny kwartał. Góra pół roku. Ale czy byłabym szczęśliwsza wiedząc, jak będę spędzała popołudnia w 2015 roku?
Rok 2014 jest szczególny, przez pewien śmieszny notes. Śmieszny, acz inspirujący. Na początku 2011r. na warsztatach z rozwoju osobistego, poproszono mnie, bym przez miesiąc, wieczór w wieczór, opisywała swoje życie w 2014 - Był tylko jeden warunek. Pisać tak, jakby wszystko było możliwe i spełniało się na pośrednictwem kiwnięcia palcem.
Nic nie jest takie, jak w tym notesie. A mnie nawet nie było stać na to, by przez te parę lat wykonać gest w stronę spełnienia tych nieracjonalnych marzeń. Może pora je więc porzucić?
To, co dzieje się teraz... Nie porywa. Ale któż nie marzy o stabilności? O możliwości wyboru Prowansji bądź Toskanii?
Prozaiczne życie (bogate w odrobinę sprytu i przebojowości) pokazało, że nawet problemy możemy sobie wybrać.
Dziś popołudniu wyszłam na spacer. Mijałam identycznie, beżowo-brązowe domy. Z daleka było widać las, polany i białe, kłębiaste chmury na tle błękitnego nieba. Naprawdę błękitnego. Zapamiętam ten widok na długo, choć nie taki "złoty środek" marzy się mi.
- Jestem niewiarygodnie zmęczona.
Zdobywaniem. Doświadczaniem. Pilnowaniem. Nawet - relaksowaniem się. - Powiedziałam dziś do słuchawki, szukając wzrokiem ścieżki, której końca by nie było widać. (Uwielbiam je w mojej rodzinnej okolicy.)
Niby mam wszystko, o co tak walczyłam... a i tak pozostaje taki głuchy oddźwięk... jakby komentarz ciszy. - Mówiłam.

- Żyj z tym. Albo bez tego. - Doradził mi ktoś, kto zawsze odbiera telefon. Właściwie to pocieszające - Mieć kogoś takiego.

To już chyba wolę żyć z tym. - Nachodzi mnie refleksja. Co prawda mam to uczucie niedosytu, ale razem z nim rytm dnia, bardziej sute cyfry na koncie, możliwość realizowania skromnych marzeń i czas dla rodziny, za którą chyba tęsknię najbardziej.
Gdybym zechciała żyć bez tego... Może całkiem bym się poplątała, albo co najgorsze - Straciła wszystko, co mam najlepsze. Właśnie teraz.

A.
 

 
Pisane przy:




Udało się. Magazyn Międzypokoleniowy ma formę, ma treść (w przygotowaniu), ale przede wszystkim ma koncepcję. Zdrowie tej "internetowej produkcji" jeszcze nie zostało wypite, ale w walizce mam kremowe piwo dla mamy i cynamonową kawę zbożową dla babci i z nimi pierwsza wzniosę toast.
To tylko portal zrodzony z potrzeby wykreowania czegoś oryginalnego, autorskiego projektu, który z radością i uznaniem zdobił by moje "papiery". Początkowo na potrzeby dokumentacji do stypendium, ale jak to ktoś ładnie określił "Jeśli Ty takie rzeczy ogarniasz przypadkiem, to chyba piorunujesz skutecznością w swoich priorytetach." Hmm... Cieszę się bardzo, choć resztkami sił, które tracę w tym wysysającym mieście.
Mam nadzieję, że to się rozkręci i zrelaksuje dziewczyny / panie / babeczki po ciężkim dniu, w komplecie z herbatą. Może być o biszkoptowym smaku.
Magazyn jest STWORZONY i ZAPROJEKTOWANY, choć życie jest inne. Niemniej ciekawe. Czasami wypełnione pretensjami poprzednich pokoleń do tych młodszych. Właśnie jestem w drodze do Częstochowy - umówiona na śniadanie z żoną brata babci, ciocią, która uwielbia wtrącać się do mojego życia. Ale zwykle ma trafne obserwacje i cenię sobie jej ostrzeżenia, nawet jeśli nosi znamiona 'ględzenia'.
Papier wszystko przyjmie. Ale moje usposobienie to już chyba nie. Od pokoleń i od lat patrzymy sobie na ręce, ukrywając żal, że jednym wiedzie się wciąż pod górkę, a inni brylują bez opamiętania.
Jak na ten moment, ja plasuję się w tej drugiej grupie.
Tylko jak to zgrabnie podać? Pytania "Jak Ci się tam wiedzie?" - padają zawsze. Ile można się śmiać, albo bawić w uprzejmości?
Im więcej kawy, czy wina wypijam z koleżankami w moim wieku, tym bardziej dostrzegam jedną prawidłowość - Częściej my (młodsze) mamy się lepiej... jakby lżej na duszy i bardziej odważnie w podejmowanych decyzjach... niż nasze mamy. Owszem, na pewno znajdzie się ktoś, kto skomentuje to słowami "takie czasy".
A nam pozostaje się uczyć do bardziej doświadczonych kobiet w naszych rodzinach. W porządku. Oby ta nauka wynikała z obserwacji tego, jak poprzednie pokolenia się z czymś nawet zmagały, jak się na coś decydowały / bądź nie... jak radziły sobie z konsekwencjami... ustroju / źle ulokowanych uczuć... / miejsca, z którego pochodziły. O tym mogę i chcę słuchać. Ale błagam, nie każcie mi "słuchać starszych", którzy niewiele przeżyli, bo bali się zaryzykować.
Internetowy Magazyn Międzypokoleniowy będzie obecny na rynku na pewno przez 1.5 roku, do momentu obrony mojego dyplomu magisterskiego.

Zainteresowanych zapraszam na fanpage.

https://www.facebook.com/pages/Magazyn-Międzypokoleniowy/1423952284509188?fref=ts

Zachęcam do kontaktu (justyna.poluta@gmail.com) - szukamy dziewczyn/dam/kobiet/babeczek/facetek... które mają zamiłowanie do pisania i chcą podzielić się doświadczeniem.
Tak, powiedziałam ZAMIŁOWANIE. W tym projekcie nie oceniamy stylu, ale dajemy się wypowiedzieć kobietom.

A.
 

 

Pisane przy:




Zawsze miałam jedną przypadłość, o której przypomniało mi się dziś, przypadkiem, w kawiarni.
Chociaż, gdybyśmy mieli być dokładni, to dwie.
Pierwsza to bezwiedne przyciąganie uwagi. I tym razem nie było inaczej. Wyobraźcie sobie, że dziś o 7.35 odebrałam maila o treści "Napisałaś na HR/CREATIVE, że zmieniłaś mieszkanie, tymczasem w necie wciąż wiszą Twoje ogłoszenia, że czegoś szukasz." No faktycznie. Ale kogo to może obchodzić? Właściciela domu, który czeka na opłatę i mnie, jeśli zechcę gdzieś skryć...?
Na te ogłoszenia dostałam raptem kilka odpowiedzi, a domki/mieszkania nie spełniały moich standardów. A nie. A jednak nie. Wszechświat kręci się wokół Ciebie, wątły i spłukany człowieku, którego stać na odrobinę zamieszania i niezależności, och...kręci.
Już chcąc usunąć stare ogłoszenia, zaczęłam zastanawiać się, ile jest takich zawieszonych spraw w moim życiu. "Może Ci pomogę..." "Może wezmę to zlecenie..." "Może jeszcze kiedyś porozmawiamy, ale na razie spadaj..."
To jest pies pogrzebany. Ja nie kończę i nie zaczynam zadań, ja po prostu bryluję we wszystkim, co robię, nie przywiązując do tego wagi. Pragnąc tego, co dopiero ma szansę nastąpić. Żyjąc planami.
Nie stawiam sprawy jasno. A na dodatek nie wiem, czego chcę.
Jest sobotnie wczesne popołudnie, chcę się zdrzemnąć przed wyjściem do opery. Nie mogę. Za nic konkretnego się nie zabrałam, a głowę mam TAAAKĄ. Sięgnę w pośpiechu po złoty szalik i wyjdę, założę się też, że nikt nie zapyta mnie o opinię na temat tej opery. Bo kim że ja jestem... dziewczyną, która zapomina, że czegoś kiedyś poszukiwała/potrzebowała i idzie dalej? Kogo obchodzi jej opinia na temat opery?
No właśnie. Idzie dalej, ale nie do przodu. Tylko robi krok na bok.
Do przestrzeni Zaplątanych, Niezdecydowanych, Mamiących i Nie Stawiających Sprawy Jasno.
Trzymam się, jak ziemi śnieg, niebanalnych znajomości, sentymentalnych historii i powtarzania własnych błędów, które znam i lubię.
Ale chyba pora obudzić się z tej matni. Kiedy, jak nie teraz?
Skończyły mi się już plany.
Skończyły mi się już pomysły.
Wykręcili się z mojego życia ludzie, którym można było śmiało powiedzieć, czym się żyje.
Pozostaje mi ciekawość, co przyniesie życie.
Po raz pierwszy w mojej historii spektakularnych pomyłek i cichych sukcesów, pozostaje mi nie tyle liczyć czas, co pozwolić mu nadejść.
Jestem zmęczona i podekscytowana.
Mniej więcej za rok wokół mnie będzie miała miejsce szamotanina "Co zrobić dalej ze swoim życiem?" Ale pierwszy raz niepokój, chęć 'dosięgania pułapu' i powszechna mobilizacja nie dotknie mnie.
To idealny stan. Zeszły ze mnie wszystkie powinności i gotowość na start w wyścigu.
Ten stan może być darem. Nagle zapomniałam o wszystkich pozornie ważnych dla mnie kwestiach i płynę... Ale spokojnie, domek mi nie odpłynie. Papiery i hajs zawsze muszą się zgadzać ; )

A.
 

 
Pisane przy:




Zawsze, gdy nie robię tego, co do mnie należy, to zwykle dlatego, że ktoś namieszał mi głowie przemyśleniami, w których miał więcej racji, niż ja we wszystkim, co robię na co dzień.

Tym razem nie było inaczej.

Mężczyźni dzielą się na tych, którzy Cię kształtują, przy których możesz się rozwijać i na tych, przy których już musisz być "tą odpowiednią".
Jedni zapraszają Cię na operę, na której najprawdopodobniej zaśniesz, a inni nie pozwalają o sobie zapomnieć cała lata.
Malinowe lata, żółte jesienie i piernikowe zimy.
Tylko wiosną pojawia się nić nadziei, że Pan Ostateczny, którego powinno zaprosić się do swojego życia na zawsze to ten, przy którym czujemy, że przeżyłyśmy już wystarczająco dużo, by się więcej nie potykać, nie tęsknić, czy nawet nie ośmieszać.
Tylko co wtedy, gdy Pan "ostatni przystanek" wydaje się być końcem podróży, na którą nie masz ochoty? Ta podróż okazuje się nie być podróżą, której celem są niewiarygodne wspomnienia, radość, przeżycie coś wspólnego, tylko... podróżą do samej siebie, w której uświadamiasz sobie, że większe znaczenie miał i ma dla Ciebie fakt, że zawieruszyłaś się gdzieś kiedyś i już tak zostałaś.
Wszystkie kobiety z Zimnowody, które znam są coraz starsze. Ale nie coraz szczęśliwsze. Już nie wiem, za czym i za kim trzeba podążać, żeby na starość rozbujać się w fotelu i emanować spokojem i pogodą ducha.
- Który mężczyzna jest WAŻNIEJSZY? Ten, z którym jesteś teraz - poukładana, czy ten, który miał wpływ na to, kim jesteś? - Padło pytanie w moją stronę.

Kilka zawiedzionych i poszukujących kobiecych serc jest w stanie zaprowadzić mnie w kozi róg, choć od lat nikt nie widział w tych stronach kozy.

Ta historia pasuje do każdego, ale gdyby pasowała do mnie, mocno zraniłabym kogoś, z kim nie dzielę życia z przypadku.
Ale takie historie są wszędzie. Skąd wiedzieć, że mamy się zatrzymać... O, tutaj. W tym miejscu postawić pierwszą cegłę na dom.

"Jeśli nie możesz powiedzieć mu czegoś, co Cię najbardziej przeraziło, albo wzruszyło, to odpuść. Jakkolwiek wzniośle było, może miało trwać jedną jesień, dwie ciepłe zimy i lato, które wszystko zmieniło."


Into the distance, a ribbon of black
Stretched to the point of no turning back
A flight of fancy on a windswept field
Standing alone my senses reeled
A fatal attraction holding me fast, how
Can I escape this irresistible grasp?




Nikt mi nie powie "ODEJDŹ", i nikt mi nie powie "CHODŹ". Tylko ja mogę się przed czymś cofnąć, albo się do czegoś zbliżyć. Chciałabym tymi krokami wejść komuś w drogę.
Tymi powolnymi, skrytymi krokami wycofania.

A.
 

 
Pisane przy:




Boję się, że po tych 5 latach na studiach, spędzonych na "dookreślaniu się" obudzę się tak samo nieogarnięta, jak w dniu, w którym przyjechałam na studia do Średniej Wielkości Miasta.
I boję się, że wszystkie historie, które kiedyś były podporą, pretekstem do radości na samą myśl, czy chociaż miłym wspomnieniem - przestaną się liczyć.
Podskórnie czuje, że wtedy właściwe będzie, by nabrało dla mnie wartości coś, czego teraz jeszcze nie znam.
Pewnego dnia będzie tak inaczej, do tego stopnia INACZEJ, że zbagatelizuję wszystko, co kiedyś stanowiło punkt wyjścia. I to, co przywróciło do życia... też.
I będzie liczyło się tylko to, co będzie DALEJ.
Kilka dni temu ktoś uświadomił mi, że właściwie już teraz tak żyję.
Przyszłością, która nigdy nie nabierze takiej formy, jak wygląda na planach i w przypuszczeniach. Przyjdzie LEPIEJ, BARDZIEJ SPONTANICZNE... doświadczy się łupu szczęścia... szybciej, niż zechce się realizować punkt po punkcie jakiekolwiek plany.

Bezwiednie dążę do zatarcia najpiękniejszej historii mojego życia.
Tylko nie wiem, w imię czego to robię.

Ale przecież trzeba dokądś zmierzać.

A.
 

 
Pisane przy:




Jak długo można szukać swojego spokojnego miejsca? Nie wystarczy mieć go na chwilę. Nie można szukać spokoju ani w ludziach, ani w wyjątkowych knajpkach (Nawet, jeśli częstują tam czekoladowo-rozmarowanym ciastem.)... nawet w rozkoszowaniu się czytaniem niszowych magazynów o niszowym życiu, np. USTA...
Nie należy szukać spokoju w przepracowywaniu się, ani w zabieraniu pracy do domu. (Szczególnie, że się tego domu nie ma...aktualnie/tutaj...)
W wyjazdach, w momentach, w miodowych piwach - W tym próbowałam go szukać. W zabieraniu się za nowe projekty, w odwiedzinach i ucieczkach.
- Jeśli już znajdziesz spokój w sobie... znajdziesz i miejsce. - Mówiłam do siebie.
Ale jeszcze musiało mnie być na to stać.
Nie finansowo. Forsa zawsze da się jakoś zorganizować. Jest najbardziej prozaiczną rzeczą. I zawsze trzymała się MNIE, choć jestem ostatnią osobą, którą można podejrzewać o to, że stać ją na kupno ekscentrycznych panterkowo-turkusowych okularów. Na przykład.
Największym kosztem podjęcia decyzji jest chęć konfrontacji, konsekwencji, aż wreszcie doświadczania spokoju. Zmierzasz ku dobremu za każdym razem, gdy nie chcesz się szarpać w życiem.

I kiedy już myślałam, że nie ruszę z miejsca, które przecież jest najlepszym wyborem ostatnich kilku lat (bo jest...) To miejsce samo zmusiło mnie do tego, by się ruszyć. Nie uciec.
ZROBIĆ KROK NAPRZÓD.

A.
 

 
Pisane przy:




Don't ask me when, but ask me why.
Dont ask me how, but ask me where.
There is a road. There is a way.
There is a place. There is a place.


Radzą zmniejszyć tę radość i dumę, a nawet zagłuszyć. Radzą się wycofać. I nie dawać innym powodów do zazdrości. "Swoje robić."
I sami mają z tego wsparcia nas, młodych, więcej racji, niż satysfakcji.
Ja też miałam przez moment wrażenie, że to jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe, ale teraz już wiem, że jest... JEST... JEST... i że trzeba chwycić to za rogi.
Koce zawsze będą tu ciepłe i miękkie, pozdrowienia szczere, a słońce ogrzewa równomiernie wszystkie domy - Takie, w których się szanują i te, w których się oskarżają.
Odpoczywam w świecie niedowierzania, braku konfrontacji i wycofania.
Ale to jest bardzo dobre miejsce na odpoczynek. Doładowuje mnie trzeźwością, realnością i próbą zrozumienia, jaką wartość ma to, co robię w perspektywie kwestii najważniejszych, które tak wiele ludzi stąd zawaliło.
Nigdy się nie nauczysz.
Nigdy się nie nauczysz.
Nigdy się nie nauczysz, jak żyć naszym, sprawdzonym życiem, które przynosi przewidywalność, jasność i smutek. - Tłuką mi do głowy.
Otwarte są tu tylko szafki przy pieczeniu ciast, nie postawy.

Moja Zimnowoda.
Dobry punkt wyjścia z którego możesz nigdy nie wyjść.
Ale jeśli już wyjdziesz, to wróć po odrobinę ludzkiego dystansu i mądrości.

Wdycham niedzielę. Całą sobą.




Sunday morning got the hazy, hazy janes
I turn to you and inhale you where you lay.
took a wonder through the garden,
to awake the long long day
and then roll for a while on violet flower bed.


A.
 

 


Pisane przy:

And we were in flames, I needed, I needed you
To run through my veins, like disease, disease
And now we are strange, strangers




Żyłam w przekonaniu, że moje życie to zamieszanie. Następnie spędziłam fragment popołudnia w jeszcze większym, czyimś zamieszaniu. Ale ważne jest tylko to, by swoje zamieszanie lubić. Przepadać za nim. I czasami do niego wracać.
Dziś od wczesnego popołudnia pisk, śmiech, prędkość i wypełnianie swojego życia tymi, którzy nawet w małym fragmencie nadają SENS. Podczas gdy w wielkim, dynamicznym mieście nie brakuje czynników i ludzi, którzy nadają RYTM.
O ile w Opolu żyłam, to w Katowicach przesiaduje. O ile w Katowicach łączę jedno z drugim, to tylko w Zimnowodzie mogę z perspektywy zobaczyć tego sens.
W Opolu nie było dla mnie ważne, że jest chlapowata jesień, ponieważ to ktoś był moją jesienią.
Wiosnę zaś współdzieliłam z kimś jeszcze innym.
W Zimnowodzie liczą się pory roku. I to jak ktoś daleko zaszedł, prawie nic nie robiąc ze swoim życiem. Tutaj rzeczy się po prostu dzieją.
Myślałam, że prostoty nauczę się uciekając w spokojne miejsce. Tymczasem prostoty nauczyłam się w największym napięciu - w samym środku pulsującego miasta, wysokiego biurowca.
Jadąc w górę, czuję, że jestem wyżej, ale jeszcze mocniej czuję, że jestem dalej. I tworzy się z moich ruchów, decyzji i postanowień jakaś... NADRZECZYWISTOŚĆ.
I zobaczyłam tę nadrzeczywistość również tutaj, na końcu drogi - w domu mojej cioci.
To rzeczywistość wydzierania, akcentowania, zabiegania. To nie jest codzienność. To jest przewrócone do góry nogami. Mieliśmy stąd czerpać. Mieliśmy się poznawać. Trzymać w dłoniach nasze korzenie, by móc je wsadzić, a nie wyrywać.
Szepty, zachód słońca, powolny krok - Uświadamia nam, że tego miejsca kiedyś nie będzie. Chciałabym żyć tak długo, by widzieć, jak się zmieniło na lepsze. Ale najpierw je zakwestionujemy. Najpierw obumrze, jak kwiaty, który już nikt nie ma czasu pielęgnować.
- Rozejrzyj się. - Mówię teraz do kogoś, tak, jak ktoś mówił do mnie.
I przeszkadza mi, że żyję w hałasie, zapomnieniu i chwilowości.
- Może spotkasz kogoś, przy kimś to będzie tylko tło. - Słyszę nadzieję w głosie.
- Myślałam, że już spotkałam. - Mówię.
- Nie można czekać w kolejce do kogoś. Nie można pozwalać sobie usłyszeć "Potrzebuję odpoczynku.". Trzeba znaleźć sobie kogoś, kto powie POTRZEBUJE CIEBIE. Bez planu dnia, bez ogródek.

JAK BARDZO PRAGNIESZ TEGO ZRYWU, NA KTÓRY CIĘ NIE STAĆ???

Zimnowoda zaczęła zataczać koło. Uświadamiać, że jest miejscem powrotów, podsumowań, sił.
Ale dla ludzi, którzy nie zaryzykowali.

Stoję się środku pola, wtapiam się w ziemię, widzę jak wiatr przybliża mi świerki do twarzy.

Cause I don’t stand the chance in these four walls
He don’t recognized me anymore
Burned out flames should never reignite
But I thought you might





Take me, take me home, home
Take me, take me home, home, oh, oh
Take, take, take, take, take
I thought you might!
Take me, take me home, home


A.
 

 
W ciągu kilku ostatnich lat sprowokowałam sytuacje, które miały wpływ na całe moje życie. Odrobina zamieszania jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a zdolność lekceważenia opinii, czy komentarzy, jeśli kogoś nie stać na opinię - jest cenną umiejętnością.
Ale to nie było zaplanowane. Owszem, podsycane.
Postawiłabym swojego farta, że niektóre kwestie rozmyłyby się bez echa, gdyby nie "zainteresowanie środowiska", czy "ogólne poruszenie". Niemniej jednak tylko dlatego, że owe reakcje zaczęły mnie bawić i intrygować, serfowałam dalej na fali zaangażowania w coś, co po prostu się zdarzało i nigdy nie było mi na celu.
To tyle, jeśli chodzi o życie prywatne. Uściślając - Życie prywatne, które miałam KIEDYŚ.
Dziś wszystko koncentruje się na około-ZAWODOWYM.
Konkretnie na jeszcze nie sprzedażowo nastawionych projektach i na mojej działalności freelancerskiej.
Wybrałam sobie dość niewdzięczną branżę.
Projekty medialne, projekty kulturalno-biznesowe obecne w przestrzeni miejskiej. Wymagają nie tylko promocji i zamieszania, ale i entuzjazmu wyrażanego przez pomysłodawczynię, czy współpracowniczkę.
Nie spodziewałam się, że to, co robię może kogoś zainteresować do momentu, w którym mi samej zaczęło zależeć na tym, by to było ważne.
Zainteresowało.
Na moje ogłoszenie na Gumtree "Freelancerka potrzebuje nowych zleceń po godzinach." zaczęła odpowiadać osoba/osoby w wyjątkowo niepochlebny sposób, twierdząc, że "Nie sprawdzam się w tym, co robię."
Osobiste wycieczki, zupełnie nie związane z projektami, które prowadzę.
Mając taką możliwość, zapytałam znajomą, która spotyka się z podobnymi komentarzami, ale robi rzeczy po tysiąckroć bardziej znaczące i zagrożone zepsuciem ich reputacji, niż moje.
- Przyzwyczaj się. - Odniosła się krótko.
Hm. Zawsze lubiłam się bronić, ale teraz chyba uznam te niepochlebne maile za komplement.
Najśmieszniejsze jest to, że jak każdy człowiek, mam coś za uszami. Coś, po odkryciu czegoś naprawdę można by mi zaszkodzić. Tymczasem ktoś ogranicza się do kwestionowania wartości merytorycznej projektów, którymi zarządzam.
- Odrobina zamieszania jeszcze nikomu nie zaszkodziła. - Dźwięczą słowa w moich uszach.
Słowa prowokatorskie, wypowiedziane z zacięciem w głosie i nadzieją na dobra zabawę. Wypowiedziane w roku, który mieści się w kalendarium "czasów zamierzchłych".
Mówi się, że takie słowa są, jak rzucenie komuś rękawicy. Mi w takim razie ktoś rzucił... szalik.
Gdzieś zagubiłam ostrożność, albo brawura zawsze była wpisana w mój charakter.

When loneliness came and you were away
Oh, they told me nothing new
But I love to read the words you use

[Chorus]
These are the things, the things we lost
The things we lost in the fire, fire, fire




Jak mam połączyć rozgłos pomysłu z nie narażaniem siebie?

W moim życiu zawsze było więcej ognia, niż siedzenia na tyłku z przysłowiowo związanymi rękami.

Things we lost to the flames
Things we'll never see again

Doprawdy, zawsze jestem ciekawa jak sytuacja się rozwinie. Zawsze rozwijała się nieskutecznie i żenująco, gdy ktoś rzucał mi rękawice.
Ja nie podnoszę takich rękawic. Kiedyś miałam pod ręką coś bardziej... zajmującego, szalik. A teraz mam... Ważniejsze rzeczy do roboty, niż wplecenie w treść mojego życia "zagrożenia" z czyjeś strony, które można bardzo szybko zidentyfikować.

O ile już się nie zidentyfikowało i nie patrzy na ruchy "internetowego stalkera" z pobłażaniem.
Ostrzegam.

A.
 

 
Pisane przy:




- Nie potrafię się cieszyć, bo nie osiągnęłam tego, na czym mi najbardziej zależy, rozumiesz?! - Mówiłam latem dopraszającym tonem.
Nie umiałam skupić się na tym, co było dla mnie znaczące, acz nie priorytetowe, ponieważ miałam wrażenie, że to postawa rezygnacji.
To chyba była przykrywka.
I co ja zrobiłam z tym czasem?

- Nie mogę się tym zająć, ponieważ... No zobacz, jak wygląda moje życie. TERAZ.
Jest do tego stopnia zapętlone, że nawet moja matka zapytała się, czy sobie ze wszystkim poradzę. A wcześniej ona nawet nie śmiała ingerować w moje decyzje. A dziś? To były słowa troski. Niewiarygodne, jak na naszą parę.
Przykrywka.

Pomiędzy luzem, czasem i przyjmowaniem postawy, a pełnym zaangażowaniem w coś musi być jeszcze jakaś przestrzeń. Przestrzeń, gdzie ludzie uroczo wytrącają się w równowagi.
No przecież to pamiętam. Dość dobrze.
Miejsce, gdzie ktoś uświadamia Ci, że można inaczej. W odwrotną stronę. Gdy ktoś swoim stylem bycia Cię do tego przekonuje.
To takie proste.
To takie proste, gdy masz za sobą lata doświadczeń, wycofywania się i weryfikowania własnej "sprawdzalności".
Gdybym tylko mogła znaleźć się teraz nad brzegiem wzburzonego morza.
Jak sprawić, żeby zmęczenie się zmniejszyło, a klapki na oczach opadły?
Kiedy przechodzisz przez drzwi "spełnionych marzeń młodego człowieka" długo jesteś zdrętwiała z oczarowania i zaskoczenia samej siebie. Później pojawia się jakiś zysk, czy duma.
Ale to wciąż nie jest pełen skład.
A może nie powinno zapełniać się tej pustki, którą ma się w sobie? Tego braku i dążenia? Może to naturalny, podstawowy składnik, który nie pozwala nam poprzestać na tym, co mamy?

Katowice rozświetlają się nieśmiałym słońcem.
I tak jest blado.
Może to wydarzenia i myśli mają rozpalać? Plany? Po raz kolejny plany, gdy już te najważniejsze zostały zrealizowane?
Może teraz czas na te bardziej sensowne, niż ciepła, konkretna posadka, czy rozwijające studia?

Po miesiącu schematycznego życia stoję w otwartym oknie z widokiem na pośpieszne i bezrefleksyjne miasto, które ma swoją inspirującą i poruszającą stronę.

A.
 

 





A jeśli wątpliwości spadają na Ciebie gdy śpisz,
Pamiętaj, że wiosna zmienia śnieg w liście.
Kiedy miasto się oczyści, a słońce wzejdzie
Będziesz znów zdrowa i szczęśliwa.

Moja głowa powiedziała sercu: "Niech miłość zakwitnie",
Ale ono odpowiedziało: "Nie tym razem".




A.
 

 

Pisane przy:





Nawet nie można powiedzieć, że gdy przyjdzie wiosna to będzie lepiej, słoneczniej, ciepłej i wdzięcznej. Wiosna już przyszła, ale niczego nie zmieniła.
Jakiś czas temu, na jesieni czekałam na zmiany. Ale nie życzyłam sobie zmian w postaci wiru, chaosu i układu zdarzeń, których nie da się ani zrozumieć, ani uporządkować. Miałam nadzieje, że uda mi się te zmiany wyprowadzić z potrzeby, z wewnątrz mnie. Tymczasem to miasto zrobiło mi wielce intratnego psikusa - Wzięło wszystko na siebie.
I zakręciło moją zawianą, zakatarzoną osóbką.
Zmiany już się zadziały. Wiosna też już przyszła.
Nie nadążam. Niektóre sprawy ukrywam, że są.
Zajmuję się formą, medytującą formą.
Oddycham, ale nie biorę oddechu.
Siadam, piję herbatę z imbirem i staram się relaksować. Wyciągam wnioski, które prowadzą donikąd. Kręcę się wokół własnej osi, pokonując wciąż tą samą trasę. I za każdym razem, gdy wracam do Zimnowody, mam wrażenie, że tu jest wszystko bardziej szczere, życzliwsze.
Imbir.
Cytryna.
A ja się czuję, jak bohaterka książki, albo niszowego filmu z kulturą w tle, za którymi przepadam.
Jakby jakaś moc, fart, los i splot okoliczności układał mi życie.
- I jak się masz? - Pytają babuszki, obejmując mnie w talii.
(Ach, jak ja się mogę mieć? Z zaprojektowanymi kolorami garderoby, strony internetowej i wizytówki, z życiem bez rumieńców.)
- Pierwszy raz los się do mnie uśmiechnął! - Rzucam.
(Może nawet wrócę tu na lato, spędzając część czasu na zdalnej pracy, a część na leżeniu na łące pełnej maków.)
A jeśli maliny już nigdy nie będą tak smakować?
Słońce tak grzać?
A co, jeśli zmienić swoje życie, to ja tymi zmianami je po prostu spieprzyłam?

A.