• Wpisów:1298
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 13:35
  • Licznik odwiedzin:74 052 / 2676 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Pisane przy:




And the backs of my eyes hum with things I've never done

Sheets are swaying from an old clothesline
Like a row of captured ghosts over old dead grass
Was never much but we made the most
Welcome home

Podsumowania, podsumowania, podsumowania.
Poszukałam kartki z corocznymi pytaniami, jakie warto sobie zadać. Nie wiem, skąd ją mam, ani kto ją wymyślił. To połączenie specjalistycznych warsztatów projektowania życia, z kilkoma pytaniami "z życia", które ma się na codzień, abstrachując od planowania. Wożę ją ze sobą od kilku dobrych rad i zawsze trzymam w biurku razem z ważnymi dokumentami.
Udzielanie odpowiedzi to jak orka na łące, na której jeszcze niedawno rozsiadało się na pikniku.
Dość już planowania i zabiegania, teraz będziemy się rozliczać. Obyśmy tylko nie popadli w rozczarowanie.
Święta co roku nastrajają mnie nostalgicznie. Na pewno usłyszę, że moja branża jest nieprzyszłościowa. Na pewo znajdzie się starawa ciocia, która ma problemy z pamięcią i przy składaniu życzeń powie "Jestem z Ciebie taka dumna. Prawniczka w rodzinie!"
Naprawdę chciałabym, żeby mina nie nie zrzedła przy konfrontacjach.
W mojej rodzinie nie ma większej obelgi, niż nazwać kogoś "Takim, który dużo gada, chwali się, a mało robi." Tyle w rodzinie. Jeśli nie spełnię swoich marzeń do końca życia będę słuchać, że 'strzępiłam język na opowiadanie o planach". A co w moim małym światku?
Zmieniliśmy tylko strategię, na bardziej "wizerunkową", ale nadal bawimy się wyśmienicie.
Komplementy stały się bardziej wyrafikowane, zaczęliśmy mówić, że podoba nam się czyjść styl pracy, zamiast bezpretensjonalnie przekraczać granice. Co zawsze było nieuprzejme i zabawne.
Jadę do domu. Na Święta. Ale i na konfrontacje. W mojej rodzinie nie ma Świąt bez konfrontacji.
Szykuj się, idealistko na prawdziwe starcie z realiami życia.

A.
 

 
Pisane przy:


Dokonaj niemożliwego.
Jak przed Świętami ktoś będzie życzył Ci pomyślności w finansach, spokoju i satysfakcji w pracy, powiedz, że dziękujesz i zaznacz, że na pewno się o to postarasz.
A później przez resztę roku, aż do następnych Świąt Bożego Narodzenia wypompowuj się, ile się da, żeby tylko osiągnąć "wymarzony model życia". Dokładnie taki, jakiego życzą nam, dzieląc się opłatkiem.
Każdy dokonuje niemożliwego na swój sposób.
Starając się połączyć ze sobą elementy, które w normalnym układzie przy próbie złączenia odpychają się.
Satysfakcja finansowa z pracy i pełna realizacja na tym polu?
Czas dla siebie i spokój, dobre oceny na studiach?
Wszyscy chcemy dobrze. Wszyscy życzymy sobie tego, co najlepsze. Ale na Boga. Tego czasami nie da się połączyć. Trzeba wybrać.
Błagam, ludzie, którzy będziecie składać mi życzenia.
WYBIERZCIE.
"Powodzenia w życiu osobistym." czy może "Zwiększenia dochodów, więcej zleceń."
Nie da się tego wszystkiego na raz mieć i nadzorować. Jeśli się próbuje, staje się mną. A mną być nie polecam. Drżysz, świecisz oczami, winisz się, że Twoja doba nie ma 42 godzin, tylko 24.

Chciałabym, żeby Ci którzy mi dobrze życzą, byli ze mnie dumni, ale... może na początek z jednej rzeczy?

A.
  • awatar seoxlc: Podoba mi się twój blog, wbijaj do mnie też piszę na podobne tematy.
  • awatar Other world: super blog :) zapraszam do czytania i komentowania moich opowiadan :) obserwacja za obserwacje??
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pisane przy:


Kreacja marki osobistej wyprzedziła moje realne życie. Na tyle, że dziś usłyszałam niewdzięczne - "Jak będą pieniądze, to będą. To ci zapłacę. Wierzę, że event marketing i public relatios są bardzo ważne, ale ja płacę tylko za efekty namacalne i to też tylko wtedy, gdy mam pieniądze." Branża zemściła się na mnie. A może to Katowice się na mnie zemściły. A może to efekt mojej naiwności, nic innego? Efekt mojego wcześniejszego podejścia "W naszej branży? O pieniądzach. Wyluzuj. Się wie. Się zrobi. Się zapłaci." Ale wychodzi na to, że rozentuzjazmowani wielbiciele własnego "zorientowania zawodowego na rynku, sprofilowania i doświadczenia kluczowego", tacy jak ja też muszą czasem chwycić się za portwel.
Nie wiem, czyja to była zemsta i na kim.
Może po prostu kolejny niewypłacalny projekt, którym się podnieciłam. Mój błąd, że w popłochu nie poleciałam czegokolwiek 'formalizować'. Za dużo flow w życiu odbiło mi się dziś kwaśną miną.
Reakcja natychmiastowa? Wycofanie. Jednyna rozsądna. Jeśli ktoś nie wierzy w wartość Twojej pracy kierunek jest tylko jeden. Pod warunkiem, że możesz sobie na to pozwolić. Na flow przysłowiowego "merytorycznego środkowego palca".
Ja mogłam sobie na to pozwolić. Niemniej jednak po chwili pojawiła się myśl - Co z wakacjami w Toskanii, albo chociaż w Berlinie? Jak tak dalej pójdzie, finansowo, to wyląduję w wakacje na jakimś płatnym stażu, albo po raz kolejny na wsi spokojnej, wsi szczęśliwej (która mi się przejada powoli).
Mam 22 lata. Branża wystosowała dziś do mnie komunikat w postaci kilku pytań:
- Czy cechuje Cię stabilność finansowa, satysfakcja z wykonywanej pracy zarobkowej i poczucie, że realizujesz się w tym kierunku, w którym chcesz?
Odpowiedź była... nierynkowa. Chyba jakiś niewidzialny mechanizm porównał mnie do realnej sytuacji, do, równieśników którzy pracują za 5zł za godzinę na stacji benzynowej, albo w McDonadzie... i wypluł.
Kurwa, co to miało być? Kara?
A może po prostu nieprawidłowo obrany kierunek działania, niezweryfikowane wyobrażenia, z domieszką niejasno określonych zasad?
Może.
Jestem przeżuta i wypluta.
Czy ja mam przepraszać za to, że odnalazłam się na rynku pracy?
Czy ktoś ma mnie przeprosić za brak wynagrodzenia?

A.
 

 
 

 
Pisane przy:




Nie przymierzając - Dobrze jest.
Śmietankowa pianka na kawie.
Propozycje, o które jeszcze do tej pory mogłam się tylko modlić.
-"Jak pójdziesz na swoje to zobaczysz, że łatwo Ci nie będzie!" - Ostrzega mnie mama.
- Na swoje?! - Śmieję się. To gdzie ja teraz jestem, jeśli nie na swoim. Na... przeczekaniu? Na próbie? To już było.

Niby jest mi, jak pączkowi w maśle.
Stabilnie.
Rozważnie.
Z boku patrząc - Imponująco.
Z boku patrzą ludzie i zazdroszczą. I pytają "Jak?". I proszą o radę.
A mi się wydaje, że mi bliżej do śliwki, która wpadła w kompot.
W końcu czasy takie niestabilne, "nic nie może wiecznie trwać" i... "to zbyt piękne, żeby było prawdziwe".
A ja się po uszy pławię w tym rozkosznym stanie.
Pławię się po troszę w maśle, a z lekka w kompocie.

A.
 

 
Pisane przy:




Lubimy, jak jest na zawsze. Na dłużej. Na czarną herbatę z mlekiem i imbirem to za mało.
Najlepiej, żeby jak najszybciej. Prosto. Prościej. Najprościej. Od początku, jak od początku, ale żeby można było powiedzieć, że "w trakcie", albo "w konsekwencji"... "z racji tego..."
A tutaj piękna historia kończy się tak nagle.

Dziękuję za przywrócenie mnie do życia...? I do zobaczenia?
W świecie, w którym każde z nas będzie miało inną perspektywę?

Nie wierzę.
Nie uwierzę, dopóki nie przeżyję całego życia nie potrafiąc zrobić czegokolwiek, żeby odzyskać tamto poczucie.

Zostałam przywrócona do życia.
Do takiego, o jakim zawsze marzyłam.
Ale nie zwróciłam na to uwagi. Wcześniej, niż po 4 latach.
I teraz szukam czegoś, czemu mogłabym się poświęcić.
Cofnąć się przecież nie cofnę.
A przyśpieszać? Przyśpieszać nie można tego, co zaplanowane. Jeszcze się zepsuje.

Dałam się przywrócić do życia.
I co? I tu historia się kończy.
Może ta historia miała być taka krótka.




A.
 

 
Pisane przy:



I've got the answer
Open the envelope
Blow by blow
Honest in every way
I know
You appear to face a decision
I know you fear

I'll give you one more chance to say
We can change or part ways
And you take what you need
And you don't need me

I znowu mam biurko przodem do okna, z widokiem na park.
I znowu mogę spokojnie spać.
Poranną kawę pijać na mieście, w kawiarni z białymi ścianami.
Uważać, że 5 minut to jest bardzo dużo czasu.
Nie było potrzeby o cokolwiek zabiegać. Moje życie wypełniło się samo.
Ludźmi, którzy zechceili o mnie pamiętać.
I tak oto, następują po sobie dni, których nie zaplanowałam.
I wypełniają mi całą moją niezależność, podkreślają efekty, na których zawsze tak bardzo mi zależało.
Zostawiłam sobie margines na niespodziankę.
3 lata temu w Opolu zostawiłam sobie na to całą białą kartkę.
I to chyba było za wiele. Kartka się wypełniła, ale teraz trzeba oddzielić tę treść grubą kreską.

A.
 

 
Pisane przy:




- Przypadek. - Szepczę stojąc na moście. Stabilna, szara konstrukcja i niespodziewany, jak na tę porę roku mróz, który przytwierdza mi dłonie do 'balustrady' ze stali.
Zwykły przypadek, ale nie wiem, kim była bym bez tego przypadku.
To przypadek, że kogoś poznałam i jedna z największych strat w moim życiu, że tego kogoś straciłam. Niezależnie od siebie.
Miasto straciło jesienne kolory.
A życie traci na sensie.
Powiedziała mi, że nie powinnam sobie zawracać głowy pewną kwestią. Nie dodałam, że to była dla mnie najważniejsza sprawa w moim życiu.
Najważniejszy dowód. Najważniejszy wybór.
Zbyłam ją żartem, przyznałam rację. Przymróżyłam oko na szaleństwo na które nigdy bym się nie zdecydowała bez aprobaty kogoś takiego, jak Ona.
Przecież nie chciała kontynuować tematu.
A teraz odeszła.
Moja "ciocia/ale prawie, jak mama, z wyboru". Moja radość, wsparcie, czas i zapach perfum Lulu.
Entuzjastyczna, wesoła i tupeciarska kobieta, do której od tak odezwałam się na przymusowej "terapii cierpliwością" latem 2010 roku. Wydawała mi się jedyną barwną postacią pośród tych ludzi, którzy uważali, że właśnie stracili swoje życie, a to jest miejsce, żeby ten fakt zaakcentować.
I chyba pierwszy raz w życiu coś, cokolwiek mnie ruszyło.
Miłość mnie nie ruszała, tyle lat.
Kłótnie na śmierć i życie, rezygnacja z majątków.
Hm. Aż tu nagle ruszyła mnie zła wiadomość.
Moja nowa Znajoma, wiecznie uśmiechnięta i emanująca ciepłem, wyciągnęła mnie wczoraj na herbatę z syropem karmelowym.
- Nigdy nie przypuszczałem, że będę z kimś, kogo pokocham. - Powiedział pewnien chłopak, jej przyjaciel, o swojej dziewczynie.
Spodziewałem się, że to będzie takie... 'praktyczne', wspólne życie.
Ja też, nie spodziewałam się, absolutnie żadnej z tych dobrych rzeczy, które mi się przytrafiły.
Ani jednego banalnego spotkania z ludźmi, którzy zmienili moje życie.
I znowu mam wrażenie, że życie jest dokładnie tym, co mi się przytrafia, kiedy snuję swoje plany - zupełnie rozbieżne z tym, co później ma miejsce.
No i zostałam sama.
Nie wiem, co los mi jeszcze przyniesie.
Póki co, cieżko jest znieść to, co przyniósł do tej pory.
Ale dalej trzeba żyć... prościej. Konfrontując to, co jeszcze zostało do skonfrontowania.
I chociaż tak się nie da, to chyba możemy w jak największej mierze zostawić zakończenia historii dla siebie.

A.
 

 
Pisane przy:



Cienie, cienie, a ja Cię nie mogę kochać mniej
Z serca Cię wyrzucam, a Ty wracasz.
Cienie, cienie, a ja Cię nie mogę przestać chcieć,
Ale już, nie przyjdę już, nie musisz bać się mnie.

On teraz może spać już spokojnie,
Nie jest moim wrogiem, chociaż kiedyś był,
Ukradł mi spod nóg połówkę cienia
Po prawej, gdzie zawsze szłaś Ty.

I tak się snuję czasem w ślad za wami,
Z daleka, byś nie mogła widzieć mnie
Patrzę, jak rzucacie w parku cienie
I żałuję, że to nie my.


"Rozstałam się z facetem." - Napisała do mnie na szybko znajoma, gdzieś pomiędzy moją kawą z syropem pomarańczowym, a wyjściem po ziele angielskie.
"Przyjechać?" - Pomyślałam z oddaniem, ale za chwilę mój wzrok utkwił na deszczowym obrazku za oknem.
Światło lampy z mojej kuchni odbijało się w kałużach na ulicy.
- Kiedy? - Dodałam do siebie. By móc być TAM, powinnam zrezygnować z czegoś TUTAJ. Jestem TUTAJ, ponieważ nie jestem GDZIE INDZIEJ.
Przez dłuższy fragment czasu do głowy przychodziło mi tylko jedno słowo: REZYGNACJA.
Rozstanie = rezygnacja?
Zasadniczo kojarzy mi się ze stratą, z jakimś nagłym zawaleniem się... z gruzami jakimiś.
"Rozstałam się." - Napisała A, z którą łączyła mnie prawdziwa otwartość na siebie dwóch różnych światów.
"Strata.", "Poświęcenie.", "Cisza.", "Pustka." - Słowa tłukły się w mojej głowie.
- Słuchaj, to dobrze. - Odpisałam jej. Nierozważnie, oderwanie od czyjejś rozsypanej rzeczywistości. Pewnie mnie nie zrozumiała.
"Czasami coś tracimy i to jest ważne. Nie tylko zbudowanie czegoś, stabilizacja, ale i strata." - Pisałam. Bez... bez zagłębiania się w sens i w to, jak to teraz będzie. Po prostu... pozwólmy sobie na doświadczenie STRATY samej w sobie. Być może brzmię, jak domowy psycholog. Domowy, wyspany, szczęśliwy psycholog, który od dawna nie wiódł tak spokojnego i wyważonego życia.
Zamknęłam oczy. Z przywiązaniem i pokorą przypomniałam sobie o mojej Najważniejszej Stracie.
Odprowadzam Twoje samoloty, chcę wiedzieć od obcych ludzi, czy nadal masz w oczach spokój i walkę, ale już nie jesteś częścią mojego życia. Ale to nie przeszkadza mi być szczęśliwą z kimś innym, gdzie indziej. Inaczej.
Splotłam dłonie na kolanach i zaczęłam bujać się na krześle w kuchni.
- Co to za łzy u młodej dziewczyny? - Zapytała sąsiadka, wchodząca do kuchni, wpuszczając za sobą podmuch zimowego wiatru.
- Kochana, ma Pani czas? - Zapytałam.
- Czas? Zawsze! - Roześmiała się.
- To dobrze, to najważniejsze. - Rzuciłam. Jak mamy czas, to prędzej czy później dotrą do nas te dobre dla nas przemyślenia. Jakoś dojdziemy do równowagi.
- A co to się stało? - Dopytywała.
Wiedziała, że jestem "poetką". Dla nich byłam "poetką". W wakacje pisałam w altanie książkę, przy pieczeniu ciast odtwarzałam muzykę poważną.
Nie będę im opowiadać o kłopotach z bankiem, który nie chce dać kredytu na firmę komuś, kto ma dochody z 6 różnych źródeł?
O tym, że zamiast prosić tych, którzy przecież mogliby mnie posłuchać, zawsze "ukręcam sprawie łeb od góry, bo sprawa zawsze ma łeb na górze.?
Nie będę im opowiadać o życiu poza tym miejscem, bo rozczarują się taką mną, w jaką wierzą.
Zastanawiałam się, jak pocieszyć A, czekającą z drugiej strony telegraficznej pamięci. A tu sąsiadka. I pytania.
Hm. Co, miałam jej powiedzieć, że cieszę się z docenienia własnej straty? A tak. Przecież mogłam. Przecież... ona była w moim domu. Ten, kto jest w Twoim domu jest tym, kogo zapraszasz do swojego życia. A tak.
Za dużo w życiu tęsknimy. Za wiele pragniemy i żałujemy. A za mało doceniamy straty.
Rezygnuj.
Odpuszczaj.
Nie walcz.
Nie udowaniaj sobie, że nie zasługujesz i nie szukaj potwierdzeń, że jednak jesteś czegoś warta.
Po prostu stań z boku w życiu tej osoby, która była dla Ciebie ważna. To nadal jest ważne.
Co się dzieje z miłością, gdy ludzie się rozstają?
Co się dzieje z wyobrażeniem, ekstazą, siłą kształtowania czyjegoś charakteru, z możliwością inspiracji?
Nie wiem. Ale bardzo bym chciała, żeby zamieniała się w dojrzałość doceniania straty.
I siły tej strarty, jaką ona za sobą niesie.
I tak wróci do Ciebie wszystko, co ma Cię wzmocnić.




Kocham Cię - to ja
nic się nigdy nie zdarzyło
Kocham Cię „słońce wschodzi i zachodzi"
kocham nic nie szkodzi

na pustej plaży ślady stóp
tak się odchodzi i nie wraca już

Trud ludzi pod gwiazdami
w gigantycznych miastach pochód dni
to wszystko będzie z nami
po kres słów po kres naszych dni

Kocham - nic się nigdy nie zdarzyło
kocham - wszystko miłość...

A.
 

 
Pisane przy:




On another love, another love
All my tears have been used up
On another love, another love
All my tears have been used up

Odważnych mężczyzn w moim życiu jest niewielu. Może wynika to z tego, że niewielu jest odważnych mężczyzn. I jak wyszło z domowej rozmowy-nie rozmowy (u mnie w domu wszystko dzieje się i robi "ot tak", a jeszcze nic się nie rozpadło) u mężczyzny najtrudniej o postawę. I jeśli już znajdzie się taki, który postara się o postawę, to zawsze nią zaskoczy.
I tak o to, w przypadkowej rozmowie, zaczynającej się od moich słów:
"Cześć. Dzwonię, żeby się o Ciebie zatroszczyć." wyszły na jaw plany pewnego 30letniego mężczyzny, który w moim życiu pełni rolę Doprowadzacza Mnie Do Porządku, Kogoś, Przy Kim Mogę Powiedzieć, Jak Jest i Kogoś, Kto Mimo, Że Mówię Tylko Półsłówka – Dobrze Wie, Co Mnie Gryzie.
Postanowił kupić camper i wyjechać w podróż.
To jakiś nowy pomysł na podkreślenie niezależności? Potrzeba? Czy ucieczka przed typowym modelem myślenia naszych babć "Najwyższa pora na..."? - Dopytywałam.
To tylko propozycja. I inwestycja. Widać nie ma sobie nic do zarzucenia, bo jak z doświadczenia wiemy – im dalej wyjeżdżasz, tym bardziej gryzie to, co jednak gdzieś utkwiło.
"Wydanie 160 kafli na camper, jako sposób na udowodnienie światu, że jest się pogodzonym ze sobą." - Sformułowałam temat na nie wiadomo jaką i po co pracę.
Ale na moich studiach tak właśnie jest. W moim zyciu z resztą też. Po prostu się... zastanawiasz. Sprawdzasz i weyfikujesz. I nagle zaczynasz w coś wierzyć. Tak, to ryzykowne podejście do życia.
Daj spokój. Zawsze mógł wybrać gorzej. - Skomentowałam w rozmowie ze znajomą. Przynajmniej nie przyszło mu do głowy, że będzie inspirował ludzi. Chociaż nie. - Przerwałam. To chyba przychodzi z wiekiem i jest zaprzeczeniem idei, że można spędzić szczęśliwe życie nie dzieląc się sobą z... potrzebującymi. Twoich słów. Twojej uwagi...
Interesujący ludzie powinni zostać w domu! - Wypaliłam.
Przez wzgląd na te wszystkie serca, które mogą złamać. Intelekty, których nie są w stanie zaspokoić, ponieważ jest ich za dużo. - Drwiła ze mnie znajoma.
Łóżko, ekspres do kawy i wolność w jednym. - Pomyślałam beztrosko. Jeszcze pieniądze na benzynę i prawo jazdy.
Można coś przeżyć. Bo tu... niespecjalnie jest na to czas. Chyba, że akurat, nieszczęśliwie, trafisz na kogoś kto odmieni Twoje życie i uświadomi Ci, że to co robisz ma SZERSZY kontekst.
Dziękuję. Ale chyba wolałabym, żeby słowo "szerszy" zostawało w moim życiu w kontekstach "Kot zrobił się serszy na zimę." Albo "Szerszym swertem lepiej się otulić."...?
Nie wiem, czy nie będę tęsknić za bardzo. Wszyscy interesujący mężczyźni w moim życiu postanawiają spełnić jakąś MISJĘ. Gdyby nie ich postanowienia, nie byli by tym, kim dla mnie są.

A.
 

 
Pisane przy:





Myślałam, że wiem już wystarczająco dużo, żeby się wycofać z tego życia, które pozornie mnie wciągało.
Ale okazuje się, że wiem tylko tyle, co zjem. Nawet, jeśli jadam w restauracjach, zupę ze śliwki i bakłażana, czy pieczone ziemniaki w pomarańczach.
- Możesz spokojnie wytłumaczyć partnerowi, czego potrzebujesz i gdzie zamierzasz tego szukać.
A konkretniej. U kogo. Zdrada kontrolowana. - Podsumował mój znajomy, uderzając swoją butelką piwa o moją.
- Proste. - Rzuciłam.
Spodobało by się Mr Bigowi. - Dodałam. On lubił proste rozwiązania.
Nie chcę wiedzieć nawet tego, co zjem.
Bez wiedzy o kontrolowanej zdradzie byłabym szczęśliwsza.
Nie przypisywałabym jej innym ludziom.

A.
 

 
Pisane przy:




Zawsze koncentrowałam się na szczegółach, skupiałam uwagę na kwestiach, które nie przynosiły ani efektu, ani radości. Po prostu zawracałam sobie głowę. I to mi nawet nie przeszkadzało, przez długi, długi czas.
Ale od jakiegoś czasu zaczęły przychodzić mi do głowy proste pytania.
- A Tobie, na czym zależy? - Usłyszałam pytanie, które było zderzeniem ze ścianą pod którą siebie stawiałam.
Proste. Tak proste, że chyba wiem, skąd w czyichś oczach takie szczęście. Iskierki walki i spokoju, jednocześnie - Tak podkreśliła to znajoma, grafik, trzymając jego zdjęcie.
Nie o co się starasz.
Nie, co Cię zatrzymuje.
Nie - Po co to wszystko?
Tylko: "A Tobie na czym zależy?"
Kiedy kompletnie nie wiem, dokąd to wszystko zmierza, przypominają mi się słowa kogoś, kto poszukiwał i potrzebował.
Ktoś jest we mnie echem.
Nagle wszystkie drobnostki straciły na znaczeniu. I traci z każdym dniem cała przeszłość.
Czego byś bronił, gdyby nagle Twój dom stanął w płomieniach?
Z kim chciałbyś porozmawiać, jeśli to byłby ostatni dzień Twojego życia? Co tam, ostatni dzień. Ostatnie 15 minut.
Jak chcesz, by pachniał dom, do którego wchodzisz? A może jeszcze nie masz domu?
Jakie będą w nim okna? Może czerwone, jak te, które widzę każdego środowego poranka, jadąc pociągiem?
Co jest PÓŹNIEJ?
Później, kiedy już spróbujesz tego, czego zawsze chciałeś? Co stoi tuż za zweryfikowaniem wyobrażeń? Za kilkoma spełnionymi marzeniami jest już tylko pustka. Czy ta satysfakcja może się kiedyś skończyć?

Nie chcę jeść w samotności tostów z pesto.
Jeszcze za wcześnie na usprawiedliwienia.
Poszukam więc wrażeń.
Czy wybaczysz mi kiedyś to, co teraz robię?
A może możemy naprawdę próbować wszystkiego?
By później wiedzieć z czego chcemy zrezygnować.

A.
 

 
Pisane przy:



Dało by się.
Z braku laku i nadmiaru pomysłów, które chyba mijają się z rzeczywistością - jest na to szansa.
Za miesiąc Święta.
Czas podsumowań. Ech. A może warto podsumowanie zrobić teraz i uświadomić sobie, że dość się już namachało rękami, nalatało?
Może to jest dobry moment na zatrzymanie się w bezruchu, choć zawsze było się w ruchu - od rana do wieczora, kawa za kawą?
Bardziej skupić się na wnioskach/konsekwencjach, niż na DZIAŁANIU? Więcej wina. Więcej spokoju. Więcej przemyśleń. I zdecydowanie więcej odbijania się w oczach innych ludzi.
Za to właśnie uwielbiam początki zimy.
Wszechwiedzące obrazki, od których się uzależniłam, wiedzą swoje i dobrze radzą. By zyskać to, czego się nigdy nie miało, trzeba zrobić coś, czego się nigdy nie robiło.
Tylko... co?
Coś nadzwyczajnego.
Coś spektakularnego.
Coś, czego nawet nie trzeba zrobić. Wystarczy to wymyślić. Wystarczy znaleźć kogoś, kto się na tym zna.
A dokąd ja tak lecę? Dość już.
Jeśli nadal będę tak latać, nie dostanę tego na co czekam - moje myśli będą koncentrować się wokół LATANINY, a nie OTRZYMYWANIA.
Dość. Święta. Przerwa. Wolne. Wakacje. Wszystko naraz. Przyjdź, o to, co mi się należy.

Życzenie wypowiedziane.
A teraz wrócę do tego, co robię najlepiej.
Czyli do przesiadywania w restauracjach i chłonięcia nastroju, podsłuchiwania refleksji i... orientacji strategicznej.
Uwielbiam to stwierdzenie.
Jeśli wiesz, o co chodzi, możesz robić 90 % mniej, niż myślałaś, że powinnaś. I ostatni miesiąc w roku ODPUŚCIĆ. A założę się, że przyjdzie do Ciebie coś dobrego.
Może nawet to, na czym Ci zależy.
No a jak przyjdzie do Ciebie to, czego pragniesz, to już będziesz prawdziwą szczęściarą.
Taka już ironia losu.




A.
 

 
Pisane przy:

PLAMY NA SŁOŃCU
UPAŁ NA ULICY
A DOOKOŁA SAMI GROŹNI ZAWODNICY


- Przez moment było "aż za dobrze." - Stwierdziła babcia, otrzepując okruchy z fartucha.
Pochwały, wygoda, stabilność. W dzisiejszym świecie?! Kto to widział.
- No to się posypało. - Wzruszam ramionami. Z czystej "przyzwoitości" sprawy.
- Dobrze się stało. - Mówi dziarskim głosem.
Tak miało być. Nie taka praca była Ci pisana, spójrz na to trzeźwym okiem. Czy od momentu rzucenia tego w cholerę, trafiają Ci się bardziej opłacalne, bliższe temu, co naprawdę CHCESZ robić propozycje? Czy przyszły Ci do głowy bardziej trafne pomysły? - Pyta.
- Tak. - Oceniam szybko.
Potrzebna jest katastrofa, żeby później trafniej podejść do sprawy. Czasami katastrofa, czasami lawina. A innym razem come back kogoś, kto gra dobrego wujka. Przychylnego i kompetentnego ciołka. Wiarygodnego sukinkota.
- Ten pan był przechwalony. - Słyszę.
- Fakt. Wszystko dobre, co pozwala nam przejrzeć na oczy.
Hm, popiedółkowatość i nieumiejętność jasnego wyrażania wątpiwości. Oto czego nie lubię w pracy.

A.
 

 
Lubię wierzyć w miłość, ale jeszcze bardziej lubię ją widzieć. W postawach, w świadectwach i w każdej, najdrobniejszej wyrozumiałości jednego człowieka względem drugiego. Szukam jej w pamięci jednego o drugim, w braku małostkowości i w porozumieniu bez słów. Ale ja nie o tym. Chciałam zadać inne pytanie: "A Tobie w czym przeszkodził związek?"
Jedną, wspaniałą przyjaciółkę, od której mogłabym się wiele nauczyć i która zawsze zaskakiwała mnie poczuciem wspólnego ze mną humoru - zabrał mi Jej mężczyzna. Zadecydował, że nie powinna się ze mną dalej spotykać, ponieważ ja "mam swoje opinie, styczność z ludzką chwiejnością w związkach i mogę mieć na Moją Byłą Przyjaciółkę zły wpływ."
Drugiej mojej bliskiej koleżance zwyczajnie zabrakło czasu na spotkania ze mną, ponieważ jest "pochłonięta miłością". Życzę jej jak najlepiej i przypominam sobie minioną zimę, jak jadłyśmy razem śniadania w Book a coffee w Opolu, a później odprowadzałam ją, omiatając płatki śniegów z włosów.
Trzecia, nieobojętna mi znajoma, została zmuszona wycofać się z naszej relacji, ponieważ jej facet był bardziej zainteresowany mną, niż moją znajomą, co sam kiedyś przyznał po kilku kieliszkach wina. Moja znajoma była tylko "narzędziem" do doprowadzenia go do mnie. Mogłabym mu wybaczyć, jasne. I dalej dzielić z nią czas, ale... Nie potrafię przełnąć, że można tak zaniżać swoją wartość. Być z kimś tylko dla idei, albo dla poczucia bezpieczeńswa. Wiedząc, że jeden ruch osoby trzeciej i wszystko się posypie. Nie chcę być ani tego świadkiem, ani tym bardziej - powodem.
Dziś jest mrożny, jesienny wieczór. Wybrałam się do okolicznego sklepu po goździki do grzańca.
Wszędzie pełno zakochanych. Od niedawna.
Na mojej ulicy jest kilka pomników pogrzebanej miłości. W domu na przeciwko - rozstanie. Dwa domy dalej - niezgoda. Bardziej w prawo - samotność dwojga ludzi pod jednym dachem i świadomość, że nie należy rozdzielać tego, co Bóg złączył. Jeszcze dalej? Trochę nadziei. Powrót męża po długim miłosnym niebycie i zepsucie 'dobrego przykładu', dzięki któremu ktoś przyjął go pod swój dach.
W tej atmosferze nie nasuwają mi się stwierdzenia, że "Jest pięknie." Tylko młodzi ludzie, w samochodach swoich rodziców wyglądają dziś na przeświadczonych o wyłącznie pozytywnej sile miłości. Tylko oni.
Mi nasuwa się pytanie: A Tobie w czym przeszkodził związek?
Może w tym, żeby tak po prostu, szlachenie i wiernie kogoś kochać?

So we meet again after several years
Several years of separation
Moving on, moving around
Till we spend this time
Chasing the other's tail



A.
 

 
Pisane przy:


Szczegółem Zimnowoda stoi, ostatnio. Poruszeniem, choćby to miało być drobne poruszenie konarów drzew.
Łupaniem orzechów. I starymi, niedokończonymi sprawami, które wprawdzie nas nie dotyczą, ale... "jak w papierach napisali, że te sprawy "nasze", to chyba nasze."
Nasze, nie nasze, nieważne. Nie będziemy truć się tym, co nie było naszym wyborem i konsekwencji na siebie też brać nie będziemy, jak nie "nasze".
Nasze zaś są mgliste poranki, jeszcze powite ciemnością.
Wieczory, co to nie wiadomo od jakiego dnia tygodnia, bo wszystkie takie same.
Siły, co nam opadły. I tylko pretensje starzejącej się matki przywołują nas do porządku. Do jakiegoś ruchu.
Przy stole siadła żywiołowa sąsiadka w chustce. Ja przy niej, grzebiąc w miseczce z bobem.
- Może herbaty zrobię? - Mówię.
Zapomniałam z tego zamartwienia.
O wszystkim zapomniałam, co mnie wcześniej trapiło. Na zmartwienia małe, na kilka małych zmartwień, lekarstwo jest jedno. Zmartwienie większe.
Małostkowość urosła do rangi przeżycia, a do tego doszły nowe sprawy.
Z rzeczy niezmiennych to tylko panowie przy piwku, siedzący pod sklepem, pachnący rżniętym drewnem.
Co nas nie powali, jak te drzewa w lesie późną jesienią, to sprawi, że na zimę będzie o czym opowiadać. Sąsiadom, co się przyjdą do nas "grzać".

A.
 

 
Pisane przy:

Maybe instead I'll grab my friends guitar
And write a tune or two
About how fine you are
Or maybe about the words
And the absurds and the disturbs
That we exchanged when you were here
What places we can travel to
And how to get there


Wino jagodowo-cytrusowe smakuje mniej. Mniej, niż herbata miętowa z cytyną. Próbuję przywrócić się do życia winem i kawą na zmianę. Podnieść sobie ciśnienie, w jakikolwiek pozytywny sposób.
Jedno się układa, ale drugie się sypie. Ale tylko do momentu, w którym nie sypie się wszystko. Naraz.
Autobusy po Śląsku jeżdżą tak długo, że gdy do niego wsiadam - jeszcze wszystko jest w porządku. Gdy wysiadam - moje życie zmienia się o zamaszysty zakręt.
Myślę, że nie pomoże mi strategia personal brandingowa, ani "faktyczne potraktowanie" niektórych sytuacji, by wycisnąć z nich, jak cytrynkę to, co najbardziej znaczące, ważne i efektywne.
To jest ta cytryna, którą wcisnęli do wina. A ja wolę tę z miętowej herbaty.
Wiem, wiem. W zamierzeniu to miało wyglądać inaczej. Miało być i przez moment nawet było WIREM.
Ale takie życie jest męczące. I równie ważne, jak plan/strategia/nastawienie, potrzebujesz dystansu/relaksu/perspektywy. I matki. Takiej, jak moja. Która jest najlepszym, intuicyjnym analitykiem tego, co robisz. Nawet, jeśli po 5 telefonie do południa już nie odbiera telefonów.
Wydawało by się, że nie można zmęczyć się własnym życiem. Nie wtedy, gdy się jest przygotowanym na wszystko. Nie wtedy, gdy ma się czas na wypicie piwa z goździkami w otulonej świecami knajpce z miękką muzyką.
Ale można. Można. I nie ma to nic wspólnego z tym, że biorę na siebie za dużo, ale z...? Z czym? Z nakładającymi się na siebie fartem i pokrzyżowaniem planów? Może.
Gdyby przyszło mi do głowy, żeby spróbować to zanalizować, zagrzebałabym się w stosach notatek z przemyśleniami.
Gdybym zaczęła się zastanawiać, straciłabym całą jesień. Koniec z zastanawianiem się gdzie był początek, jaki powód.
Koniec. Znasz to uczucie, gdy wychodzisz na ulicę o takiej porze, o której nigdy wcześniej nie wychodziłaś?
Powietrze pachnie, ruch spowalnia, a Ty nie zwracasz uwagi na te miejsca w których zwykle bywasz.
I spotykasz przypadkową osobę, zwykle jakąś staruszkę, która spojrzeniem topi całą Twoją zaciętość.
Ja spotkałam taką w pociągu. Jechała z siatką jabłek, taką przeplataną i wypełnioną zielonymi owocami.
Przez chwilę byłam w innym świecie, który trwał kilka przystanków InterRegio.
Postanowiłam dziś nie powiedzieć ostatniego słowa, choć zwykle to robię. Nie wnikać, po której stronie leży wina.
- Mamo! - Mówię zdecydowanym głosem, aż przechodnie oglądają się na mnie. Trzeba było to już wcześniej przyjąć za pewnik.
- I mówisz o tym tak spokojnie? Właśnie straciłaś mnóstwo pieniędzy. To była nietrafiona inwestycja czasu, zaangażowania i w dodatku... nic na tym nie zyskałaś. - Niemal krzyczy.
Oczami wyobraźni widzę, jak mały domek na wsi chwieje się do jej złości.
- Nie wiem. - Szepczę. Szepczę w dynamicznym, hałaśliwym mieście.
Nie wiem tego DZISIAJ. - Powtarzam.
I czuję, że właśnie zyskałam czas, ostrożność i wspomnienie zapachu jesieni z ulicy Sieleckiej.
I już się nie szarpię. Nie szamotam. Nie warto.
To, czemu poświęciłam ostatnie kilka tygodni tylko mnie męczyło. Skoro padły pytania, musiały paść i odpowiedzi. Niekoniecznie korzystne.
Rozwiązana współpraca to nie koniec świata. Żal tylko zaufania i przeświadczenia, że ludzie potrafią być sobie przychylni. Gdzieś są, gdzieś istnieje taka przestrzeń i ja to wiem. Ale nie tam, gdzie ludzie drżą o własną stabilność. Gdzie nie decydują się na bycie wolnym. Ja nie pasuję do takiego smutnego świata.
Od patrzenia na pomarańczowe ściany bolą mnie oczy.
Ale jak tylko się podniosę, urządzę moje nowe miejsce na ziemi na pomarańczowo/czerwono/fioletowo.
Nie wiem tylko, kiedy to będzie. Pewnie już spadnie śnieg. Nieistotne. Wycofuję się do mojego świata rzeczy zwykłych. Wyjeżdżam. Wyjeżdżam niedaleko. Ale z czasem pewnie wyjadę daleko. Może do Toskanii, może do Berlina. Na wolontariat. Nie mając niczego, co jest moim osiągnięciem, albo MOIM planem. Poświęcając się. I może właśnie w takiej postawie odnajdę spokój.
A teraz? Unoszę oczy do góry. I dziękuję, że mam wszystko czego POTRZEBUJĘ. I przepraszam, że znowu szarpnęłam się na coś, czego sobie życzyłam, a co nie było dla mnie dobre.

A.
 

 
Pisane przy:




Najbliżsi nie zadawają pytań w stylu "Czy sobie poradzisz?", "Czy potrzebujesz dodatkowych pieniędzy, więcej czasu.... więcej wsparcia?" Nie.
Wiedzą, że tak będzie. Prędzej czy później. Z tym, czy z tamtym. Najblizsi dzwonią wieczorami, żeby zapytać, czy jest się u siebie.
Tylko obcy ludzie wnikają w szczegóły. Tacy, których nigdy nie powinno poznawać się bliżej też. Wszyscy, których nie było z Tobą przez ostatnie lata, co im nie przeszkadza teraz... pytać.
Pytanie nie jest niczym złym, ale... dotkliwym. Szczególnie pytanie, które może zadawać mi jedna, jedyna osoba. A nagle zaczęli zadawać je wszyscy. Na potęgę. To jakaś zbiorowa forma troski dla nowoprzyjezdnych?
Odpowiedni moment na takie pytania nie następuje.
Chyba, że akurat w Twoich drzwiach staje ktoś, bez kogo nie wyobrażasz sobie życia.
Ktoś, kto jest dla Ciebie... ktoś, kto w ogóle jest, jak spokój. Nie powinno zapominać się spokoju.
Chcielibyśmy spokoju, ale dostajemy coś na kształt spokoju. Tak samo jest z miłością.
Kupuję coś na kształt chleba, który jadałam w domu.
Czuję coś na kształt satysfakcji, bo wiem, że przez najbliższe 10 m-cy będzie mi ciepło, pomyślnie i puchato.
Mogę powiedzieć, że towarzyszy mi coś na kształt szczęścia.
Ale nie jest to ta wersja książkowa.
Jak będę miała swoje łóżko i właściwego mężczyznę na drugiej jego połowie, to... na szafce nocnej na pewno będzie leżała ta książka. Nie, jak dekoracja. Jak coś, co jest potwierdzeniem minionych lat życia.

A.
 

 
Pisane przy:


Są tacy, co powiedzą o niej, że się nie pieprzy. I tacy, którzy skomentują podziwem. Zdecydowaną za część ludzi wprawia w zakłopotanie, czasem dezorientację.
Taka jest zimna suka.
A jaka jest zimna suka wewnątrz?
Naprawdę się zastanawia, czy nie za ostro postawiła sprawę.
Naprawdę ją coś gryzie.
Wraca do tego. Odtwarza. Rozlicza się, ale nie rozgrzesza. I naprawdę dociera do niej, że może to jest dla niej ważne

Nie oceniaj więc zimnej suki z Twojego otoczenia nazbyt pochopnie.

A.
 

 
Pisane przy:

sybilkaa.wrzuta.pl/audio/0K0vpnD9BLx/the_platters_-_the_great_pretender

Wszystko jest.
Jest na wyciągnięcie ręki. Jest w porządku. Jest do ogarnięcia. Albo po prostu - jest obok. Ale to nie wystarcza.
Robię kpiącą minę i dopytuję, czy to, co zostało powiedziane jest aby na poważnie.
To jest. Racja. Na swoim miejscu. Ale to wciąż za mało.
- Może po prostu życiem trzeba zakręcić.

A.
 

 
Pisane przy:

While a promise still hangs in the air
Why should i care?



- Wiedziałem, że tak to napiszesz. - Powiedział do mnie dziś wieczorem pewien facet.
Cóż za przejrzysta enigmatyczność. - Dodał.
Spojrzałam na tekst, zaciągnęłam się powietrzem, w którym czuć było tanie fajki i wiedziałam, że tak naprawdę zmieniły się tylko mury.

Zawsze będzie ktoś, kto powie Ci coś, co nie pozwoli spokojnie zasnąć. (Jeśli powie Ci to o 23.47).
Albo... coś, co nie pozwoli Ci w ciągu dnia pozbierać myśli. (Jeśli podzieli się z Tobą tą myślą o 8.30)
Co nie zmienia faktu, że będzie to ktoś, kto wprawia Cię w konsternacje. I na tym to wszystko się kończy.
Jest już za późno, żeby przekroczyć granice konsternacji.

A.
 

 
Pisane przy:


- Chyba nie da mówić się o domu, nie wspominając o łóżku. - Stwierdziłam, opierając się o jedyny wolny skrawek w tramwaju. Jedną ręką trzymałam telefon, a drugą rozmazywałam mokre szyby.
Dobrze jest mieć marzenia. Do momentu, w którym okazuje się, że rzeczywistości jest bliżej do parszywego serialu, niż do bajki.
- Jak daleko tym razem padło łóżko od domu? - Zapytała moja rozmówczyni. Założę się, że rozkładała się w fotelu.
- Całkiem blisko.
Zaproponowano mi pokój w domu jednorodzinnym, na spokojnym osiedlu.
W rozmowie okazało się, że propozycja padła ze strony podejrzanego 40 latka, dla którego fakt, że dziewczyna ma chłopaka jest niedopuszczalny.
- Mam narzeczonego. - Rzuciłam lekko. A część moich znajomych nadal jest przekonana, że serce zostawiłam w innym mieście.
"Mężczyna, którego w moim życiu już nie ma, a pasuje idealnie, to więcej, niż chłopak, prosze Pana."
- Zawsze może zająć Pani ten słoneczny pokój i zapłacić za miejsce w pokoju, ze mną. - Kontynuował.
Zebrało mi się na ucieczkę, a przed oczami zobaczyłam stojących za mną murem wszystkich facetów, którzy kiedykolwiek proponowali mi dzielenie łóżka. I wszystko, co na tej drodze stawało. To znaczy kawę, moją (bądź jego reputację), pociągi nie przyjeżdżające na czas i pies, na którego była partnerka chciała odzyskać swojego byłego parnera.
Uszami wyobraźni usłyszałam, jak zgodnie krzyczą: UCIEKAJ!
Najczęściej to marzenia o mężczyźnie kończą się fiaskiem. U mnie skończyło się nim marzenie o domu.
- Może ja powinnam ze swojego życia wyeliminować takie słowa, jak "dom", czy "mężczyzna"? - Zapytałam trwożnie.
- Myślę, że nie. - Usłyszałam w odpowiedzi.
Mężczyzn przyciągasz wspaniałych. A to, że później z żadnym z nich nie dzielisz życia, to już Twoja strata.
- Dzielę z nimi niedolę. I piszę do nich na oficjalne maile. To o wiele lepsze, niż miłość. To sprawia, że przynajmniej wiedzą, z kim mają do czynienia.
- Myślę też, że nie powinnaś brać tej miejscówki pod miastem.
- Racja. Mam przeczucie, że właściciel gotów pewnego dnia przywitać mnie w wannie, jak słynny Dariusz z serialu przy którym dobre piwo smakuje jeszcze lepiej.
Nie dość, że jest wyraźny, odnotowany kłopot z odpowiednimi mężczyznami, to jeszcze okazuje się, że jest deficyt domów.
- Ty masz mężczyznę.
- Ale to oznacza, że nie mogę już mieć domu. Chyba, że to będzie dom tego mężczyzny. Wszystko wskazuję na to, że równowaga leży właśnie po tych dwóch stronach.
Dom/Mężczyzna. Chcesz mieć oba? Niewykonalne.
- Powinnaś przeprowadzić się do miasta, którego zapragniesz być częścią. Nie myśleć tylko o kącie do spania i gorrrącej wodzie.
- Miasto nie ma dla mnie znaczenia. - Uchyliłam rąbka tajemnicy.

A.