• Wpisów: 1298
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 13:35
  • Licznik odwiedzin: 66 298 / 2312 dni
 
yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:

Don't give you everything I hope
Cause I gotta, gotta keep holding on, holding on





Tydzień temu spędziłam wieczór w drodze.
Zostałam potraktowana kilkoma wskazówkami, za które mogłabym się obrazić. Ale ja tylko machnęłam na nie ręką.
- Stary, być może zrozumiem. Po wypiciu wina otwierającego poczucie winy.
Wskazówki dotyczyły tego, by relacje ROZWIJAĆ, a nie zamykać się na swoje wyobrażenia i święty spokój, który ma się przy boku kogoś kojąco przewidywalnego.
Chyba, że lubi się mieć przerysowane życie. Pełne symboli satysfakcji, prestiżu i trafnych wyborów.
On znowu miał racje. Letnik znowu miał racje.
- Ty też się czasami nie mylisz.
- Kiedy? - Zarzuciłam.
- W teorii o zdecydowaniu i konsekwencji.
Napisz o tym.

Na specjalne życzenie. Ale chyba nie będzie to nic rewolucyjnego.

Konsekwencja i zdecydowanie - To właśnie tego brakuje dziewczynom, które choć urocze i inwestujące w siebie, to... odpychające. Odpychające dla większości konkretnych i "męskich" (w którym to słowie zamyka się całe znaczenie 'Pana Idealnego' ) mężczyzn.

- Lubię patrzeć na wodę. - Powiedział.
Jest stała, a jednocześnie mieniąca się barwami.
Chciałbym mieć taką... żonę.

A inne?
Deklarujące, że pragną miłości, w rzeczywistości tylko się miotają. A mężczyźni mają serdecznie gdzieś takie wyznania i chęć podporządkowania całego życia w imię miłości. Oni chcą wspaniałą babkę, która realizuje SIEBIE i poprzez realizację siebie dopełnia jego życie oraz ich relacje.
Miłość wydarza się po drodze, po prostu i trochę przy okazji. Nie dlatego, że podjęto odpowiednie decyzje. Czasami właśnie dlatego, że podjęto inne.
Proste. Proste, aczkolwiek całe mnóstwo pociągających dziewczyn o tym po prostu nie wie.

- Irytujące baby. Irytujące baby wszędzie.
W dodatku nie znające się na piwie i filmach zmieniających światopogląd w jeden wieczór, jak "Zakochani widzą słonie."

Zauważyłam ostatnio jeszcze jeden panujący trend, który opisałabym słowami "Jestem taka profesjonalna, taka ukierunkowana... taka poszkodowana, że wzięłam to wszystko na siebie."
Załamany głos, nieszanowanie rozmówcy - rozmowy planowane na moment gdy "będę w pociągu", czy "w przerwie"... przeciąganie meritum sprawy, komplikowanie i wywody. Jeżu. Tak może tylko eteryczna blondyneczka.

Laski.
Babki.
Kobietki.
Możecie być dopracowane i zapracowane, ale mężczyzna tego nie doceni, jeśli nie będziecie PEWNE TEGO, CO ROBICIE.
Pewność jest towarem deficytowym.

Zwykle obracam się wokół dziewczyn, które mówią "PEWNOŚCI NIE MA. TRZEBA ROBIĆ MELANŻ." Litości.

Dlaczego macie z tak wieloma rzeczami problem, damy?
Czy jasność myślenia i intuicyjna wiedza, co jest dla mnie dobre to jakieś pieprzone błogosławieństwo? Kim trzeba być, żeby nie wykorzystywać szans, jakie daje nam los, wstrzymując się miłostką, która nijak nie ma wpływu na całokształt naszego życia?
A później płaczą, że popełniły błąd.
Bez radości z konsekwencji, bez zatapiania własnych pomyłek w czekoladowym piwie.
Albo wciskając się w garsonki, wjeżdżając na ostatnie piętro wieżowca, traktując całe swoje życie, jak zadanie do wykonania.

Wypijmy toast za poczucie wyłamywania się z tego.
Za przesiąkanie męskim, zdecydowanym stylem.

A.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.