• Wpisów: 1298
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 13:35
  • Licznik odwiedzin: 64 586 / 2257 dni
 
yourchoiceisyourart
 

Pisane przy:




- Ale dawniej... - Zaczęła z rezygnacją.

No tak, tak to jest, jak się żyje wspomnieniami. Albo, jak już dawno przestało się już żyć, i zostały tylko papierosy z nadrukiem pasków zebry. - Pomyślałam.

Przestało się przełamywać. Przestało się chcieć. I brać. Pod nosem pałac.
Pałac stworzony z trosk, z rześkich poranków i spokoju ducha.
Ale co tam. Kiedyś było lepiej. Inaczej. A teraz słońce zachodzi na pomarańczowo, ale po co zwracać uwagę na szczegóły.

- Młode pokolenie się dostosuje. - Zauważyła.
Oni już wiedzą, że trzeba brać, jak swoje. Wszystko musi mieć ręce i nogi i łeb na karku.


Już miałam powiedzieć, że u mnie, mimo mojego krótkiego życia, kiedyś też było inaczej. Różnie było. Moje krótkie życie dzieli się na krótkie etapy. I czy nagle przestałam roztrząsać? I wracać? Nie nagle. Ale jeśli nie skoncentrujemy się na tym, co jest dookoła, nie zobaczymy, co jest rzut kamieniem stąd.
Nie znam "waszych" momentów historycznych, drogie mi - starsze panie, nie znam okoliczności i sytuacji, z których można było wyjść cało. Ale znam swoje.
Sama zaczęłam więcej pobywać, więcej odwracać się na pięcie i więcej pić. Więcej kurwować. Więcej wpadać z deszczu pod rynnę. I więcej się wkurzać na wspomnienia, zajmowanie bezpiecznej pozycji "opiniodawców" z boku.
O mniej prosić, mniej sobie wyobrażać, mniej zaglądać innym przez ramię do ogródka.
Być może mnie to zmieniło. Jasne. Ale chyba nie wywiodło mnie w maliny. Nie jest mi z tym źle. Taki jest los. Taka jest rzeczywistość. Tego doświadczamy. To jest nasza refleksja. Jaki jest sens wyrokować zza plastikowego ogrodowego stołka?

- Nie masz problemu z tym, że młodzi mają teraz gorzej? - Zapytano mnie.
... że muszą się o wszystko starać, tak doskonale orientować się w tym "co i jak"...?
- Ale ja nie chcę innego świata. - Powiedziałam.
Chcę taki, w którym jestem zobowiązana zająć jakieś stanowisko. Zadecydować. Otworzyć się na nowe możliwości. Albo porzucić jakąś myśl. Mam gdzieś poczucie, że zdecydowanej większości żyje się tak, czy tak. Nie zwykłam przejmować odpowiedzialności za innych. Może to jest przykre. Może niesprawiedliwe. Może wyzwoleńcze. Ale nie jestem teraz tą, która mając dach nad głową i lody miętowe na talerzyku nie potrafi dostrzec, co ma.
Może palenie mostów to za mało. Może czasami trzeba spalić całe miasta. Stać się więźniem własnych marzeń, kimś do kogo należy ścieranie kurzu po wiekopomnych zderzeniach z własnymi ograniczeniami.
Mówię z dołu. To nie jest głos uprzywilejowanej pozycji.
Mam dość zmian. Mam dość ingerencji w to, jak ma wyglądać moje życie. Wierzę, że wystarczy mi nasiąkanie wiedzą i zajęcie postawy.
Może tutaj nawet nie chodzi o osiąganie? Tylko o zajęcie swojego miejsca.

A.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.