• Wpisów: 1298
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 13:35
  • Licznik odwiedzin: 74 033 / 2676 dni
 
yourchoiceisyourart
 


Pisane przy:

When your dreams all fail
And the ones we hail
Are the worst of all






Mieszane uczucia nie są tym, co lubi poukładana osoba. Ale połączenie entuzjazmu, udręki i nadziei daje nad wyraz niespodziewane efekty. Najtrudniejszy do uzyskania efekt - zaangażowania. I efekt uboczny - uważności.
Odnoszę wrażenie, że na co dzień ludzie nie zastanawiają się nad swoją pracą, choć to tak spędzamy większość życia. Nawet jeśli my nie jesteśmy w pracy, ale praca jest w nas. - Przy okazji systemu pracy home office, czy "gdziekolwiek jesteś office", co ostatnio zdarza się mi, kursującej na linii Katowice-Zimnowoda-Katowice.
Z drugiej strony hołduję przekonaniu, że im mniej Ci zależy, tym lepsze wyniki osiągniesz.
Choć nie wiem, na co to już wygląda.
Jest strona, której wygląda to na pozerstwo.
Na szpan tym, czym inni nie mogą się pochwalić.
Innym - bliższym mi, wygląda to po prostu na zespół czynności, wykonywanych w określonym celu, przy użyciu określonej wiedzy. Tak, by zarobić na to, co samo się nie zapłaci.
To wypełnienie czasu. Jedyna właściwa 'rzecz', za którą powinnam była się zabrać w tym wieku i na tym etapie życia. Proza.
Są i tacy, którzy twierdzą, że moja praca to wyróżnienie. Radość. Sukces.
Tak może jest przez pierwsze 5 minut, później szukałam w sobie oddania.
Czymkolwiek by to nie było, 'obiektywnie'...
Ale dla mnie to jest po prostu zawodowa ambiwalencja.
Coś, co było dla mnie najważniejsze przez większość mojego dorosłego życia, teraz jest tylko środkiem do celu.
Oto, jak praca może zmienić człowieka.
Te wszystkie lata, które moim "rówieśnikom" minęły na wiązaniu końca z końcem, mi minęły na próbach sprawdzenia, do czego właściwie potrzebuje pracy.
A może to praca potrzebuje mnie?
Tak powiedziano mi ostatnio, że to praca potrzebuje mnie. Moich kompetencji, mojego sprytu i mojej chęci realizacji.
Grubo.
... i że mam nie próbować żyć "alternatywnie", bo zginę. Najpierw zginę, a później zostanę z niczym.
A może najpierw zostanę z niczym, a później zginę...?
Ta moja praca ma jeden dar.
Wzbudza we mnie emocje.
A to przez długie lata udało się nielicznym ludziom, a zobowiązaniom to niemal żadnym.
Może za wyjątkiem ludzi, którzy swoją pracą uświadamiali mi, że potrzebujemy do tego jeszcze:
- SENSU
- WAŻNOŚCI
- ZNACZENIA
Potrzebujemy, jeśli nie traktujemy swojej pracy mechanicznie.
Potrzebujemy też strachów poprzednich pokoleń i przekonań, w które nie wierzymy.
W moim przypadku to puste: 'Pilnuj studiów'.
Nie ma sensu pilnować czegoś, co już straciło na znaczeniu. Formalnie. A rozwijać można się dalej.
Zdobywając papierek w imię porządku.
Trzymam się tego, co mam, jak brudny śnieg - ziemi. To podobno szczyt umiarkowanego szczęścia.
- "Przecież nie chcesz zostać mamuśką, ubraną w ciuchy z supermarketu!"
- "Przecież nie chcesz dopraszać się czegoś, co możesz po prostu dostać, wiedząc jakimi prawami rządzi się świat!"
Słyszę w swojej głowie wszystkie "uwagi" ludzi, którzy mówią mi, kim nie być.
Myślałam, że to wszystko wynika z moich własnych pobudek i dążeń.
Jakże mały i mylny jest świat ludzi, którzy żyją w "stabilności". U mnie do tej stabilności dochodzi ambiwalencja. Nie wiem, co mam myśleć. Nie myślę więc nic. Jak się to wszystko skończy, to odżyję. A jak się nie skończy, to może przynajmniej nie będą za mną rzucać, że "źle skończę".

A.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.