Gotuję i myślę, myślę i gotuję.
Wczoraj wieczorem zostałam wyprowadzona z równowagi, zaskoczona, nagle mogłam sobie grzebać we wszystkich argumentach na 'nie' podczas, gdy mój rozmówca miał radosne oczy i głębie przekonania.
Ano, chodzi taki jeden po świecie, który twierdzi, że warto inwestować w relacje międzyludzkie, poświęcać się dla innych i właśnie życie towarzyskie, doświadczanie innych ludzi uczynić wartością życia.
Moja reakacja?
Człowieku, na jakim Ty świecie żyjesz!
Na ludzi, za którymi ja nie przepadam ktoś inny już wydał wyrok, tak to się toczy, a on mi wyjeżdża z zaangażowaniem, ufnością, kontaktem którego nic innego nie zastąpi.
Nie zrozumiem.
Nie byłam zadowolona z tego, co mi proponuje - nabierz dystansu, przestań żyć tak celościowo, baw się tym, co robisz.
Jeśli nie będę silnie trzymała steru, to nie będzie ani na ser, ani na kanapki.
Jestem zdziwiona, bo sama nie chciałabym stać się ofiarą takich marzeń, że "ludzie zawsze mi pomogą".
Wpatrzenie, czy za dużo luzu? Nie wiem.
Jesteśmy tylko uzupełnieniem życia innych ludzi, wspaniałym dodatkiem, wartym zainteresowania, ale... nic więcej.
Dzisiaj, na potwierdzenie moich słów, moja joginka stwiedziła, że nie należy NIKOMU wierzyć, każdego sprawdzać, ufać własnej intuicji i własnym wyborom.
Oby tylko mój Rozmówca nie wpadł w uzależnienie emocjonalne, bo od tego blisko do podejmowania decyzji kierowanych presją społeczną, czy strachem.
Ludzie dają w tyłek, nastaw się tylko odpowiedni, żeby te kopy dobrze Ci go wymodelowały.
Nie, nie chcę słyszeć, ile tracę.
Za dużo na tym świecie zazdrości, chęci wybicia się na cudzej krzywdzie i potrzeby afirmacji, żeby tak po prostu serce nosić na dłoni.
Podziwiam go.
Im więcej myślę o życiu, tym więcej powstaje nowatorskich przepisów.
Propozycje poniżej.
12 maja w Wawie odbędzie się konferencja food-blogerów, ale ja się nie wybieram, nie tym razem.
A chciałabym, chciałabym poznając tam nowych, wspaniałych ludzi przyznać mojemu Rozmówcy choć ksztę racji.
Czas na konfitury z fiołka, w moim ulubionym kolorze!
Ciągle szukam takich aren życia, w których poprzez wspólne pasje można coś stworzyć, np. biznes.
Wraca pomysł z Wakacji 2011, podparty zapotrzebowaniem rynkowym, szansą dofinansowania z funduszy na rozwój socjo-kulturalny i partnerem w interesach, który lubi stać w kolejce, żeby załatwić formalności. (!)
Dobry pomysł powstaje nawet kilka lat, także "sama sobie nie polecam się podniecać".
To już coś więcej, niż NIE MÓWIĘ NIE.
Idę wyciągnąć wakacyjną walizkę, jeszcze nie wypraną z morskiej wody i zapachu marynarskich perfum!
Mazury 2012!
Acita.
-
vkatherine:
Pokaż wszystkie (1) ›