• Wpisów:1298
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 13:35
  • Licznik odwiedzin:71 829 / 2565 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Pisane przy:


Even when the business not going well, we still do
WHEN I SHINE, YOU SHINE no ways on your side
All my life you'll have what's mine
Mark my word, we gon' be alright
MY BROTHER, MY SISTER we gon' be just fine!






Jak ja uwielbiam ludzi, którzy mają mi coś do powiedzenia.
Coś, z czym zostanę.

Czymże było by lato bez nieproszonych, dobrych rad? Poziomkową idyllą. Aktem odpisania na kilka zapytań. Oceną potencjału bez oceny potencjału, bo o ile fajniej jest w żyć w przekonaniu o własnej wyjątkowości.
Odpoczynkiem między ZAPOTRZEBOWANIEM NA MNIE, a wartościowaniem wszystkich i wszystkiego.
Czymże by było lato bez luźnych komentarzy, opartych tylko na tym, że najprawdopodobniej coś może się potoczyć tak-a-nie-inaczej, ale nie musi. Może. Ale skoro już jesteśmy przy temacie, to dobrze, byś wiedziała, że być może życie Cię przechrzci.
Że będziesz sklejać kapcie.
Możesz w życiu sklejać kapcie.
Jesteś winna tego, że moje predyspozycje są inne i że ja sklejałam kapcie.
Faktycznie, nie wiem nic o Twoim pomyśle na życie, o tym, na jakim poziomie udało Ci się z niego "wyżyć", jak do tej pory. Ile to jest warte. Ile to jest niewarte. Po co to. I czy ma przyszłość. I czy żyjesz wyobrażeniem, czy zrobiłaś ostry research opłacalności. Czy to jest dla Ciebie coś ważnego. Czy nie. Czy Ci zależy DOKŁADNIE na tym, czy płyniesz z prądem. Nie wiem. Ale musisz uważać. I przyzwyczaić się do faktu, że zawsze możesz sklejać kapcie.

Zapamiętam.
Choć naprawdę zastanawiam się, jaki jest sens 'przestrzegania' następnych pokoleń?

Nie każdemu psu na imię Burek.
Jesteś tym, na co możesz sobie pozwolić.

Ok.
Dobra.
Już.
Wiem.
Będę miała na uwadze, że zawsze mogę upaść. Z tego piedestału. Ale chyba fajniej jest upaść na łeb na szyję, czy na zadarty nos, niż nigdy się tam nie wspiąć.

A teraz poproszę kawę z odrobiną chilli.

Jeśli nie chcesz żałować tego, co Ci się nie powiodło, nie oddawaj temu serca. Oddaj temu talent, wszystkie szlify, które zdobyłaś, ale nie oddawać serca.
I zmysłów też trochę zostaw.

A.
 

 
Boleśnie inspirujące oblicze wsi.

Pisane przy:




Nie jest łatwo odpoczywać tam, gdzie jedna transakcja Kogoś Jednego jest warta tyle, ile miesięczny budżet na życie Kogoś Drugiego, kto zdaje się żyć za karę.
Nie jest łatwo być kimś. I nie jest łatwo być kimś, kto akurat zaplątał się w towarzystwo ludzi bez miary dla czyjegoś sukcesu czy granicy zadowolenia.

To jest strefa wolna od ocen.
To jest tylko strefa niezrozumienia dla ludzkiego powodzenia. Ale nie oceniamy siebie nawzajem tak, jak robią to w Miastach, Które Sprowadzają Na Złą Drogę.

- Jak można nie próbować tego zmieniać?! Takiego życia? Z dnia za dzień i za takie stawki? - Pyta tonem pełnym urażenia Gość, Który Z Drobnych Jakie Zostają Mu Z Wypłaty Remontuje Stary Samochód Z Duszą.
- Człowieku. Nie wiem. - Rzucam. Wiesz, ile czasu już poświęciłam, żeby się dowiedzieć?
Widać jestem z innej gliny. Jesteśmy. Z drobinkami złotego pyłu. Rodzimy się tacy, albo się tacy stajemy. Nie wiem. Na pewno nie chcesz tego zmieniać. Tak samo, jak 'lud tej ziemi' nie chce zmieniać swoich zamiłowań, a już na pewno miejsca w którym wzrasta.
Słyszałam kiedyś teorię, że wszędzie można być szczęśliwym. I podzielił się ze mną nią mężczyzna, który zamierza spędzić ze mną życie.
Idąc z nim przez życie tylko zwiększam prawdopodobieństwo, że będę szczęśliwsza. Ale nigdy nie będę pewna. Nigdy nie będę pewna i pewniejsza. Nie ruszając się stąd nic bym nie ryzykowała. - Mówiłam, choć to bez znaczenia.

Dlaczego ludzie tak pragną podróżować i zobaczyć Toskanię? Bo ktoś stwierdził, że jest 'obiektywnie piękna'? Takie miejsca, jak to, które diabeł nakrył ogonem też może być piękne.

Nie potrafię wyobrazić sobie żalu, jaki mogą mieć ci ludzie pod koniec życia, że oddali ducha jednostajności. Na cmentarzu powinniśmy wyryć im epitafia 'Pogodzeni z losem. A to przecież takie rzadkie.'

Spaceruję. Mijam. Gadam. Przebąkuję.
Na usta ciśnie mi się tylko jedno pytanie.
- Z jakiego życia zrezygnowałaś/eś, żeby wylądować tutaj?
Jestem niewygodna. Koncentruję się wokół własnego podwórka. Robię to, na co mam wpływ.

Ktoś musiał mnie kiedyś bardzo skrzywdzić, skoro warunkuję wartość niezależnością i szczęściem.

Jeśli wyjdę poza granicę Tego Miejsca spotykam cynizm. Cynizm i autokreację.
I chyba zaczyna mi już tego brakować.
Tej większej świadomości ludzi.

"Z jakiego życia zrezygnowałaś, że w końcu wzięłaś to, co było na wyciągnięcie ręki?!" -
Tym razem to pytanie ciśnie mi się na usta, ponieważ głowę zdołało mi rozsadzić już inne pytanie - "Jaki sens?"
Czy możesz uzdrowić mój brak satysfakcji, moją miarę niebotycznie wysoką, moją drabinę możliwości swoim sensem? Swoim zbawiennym sensem, swoją prostotą, swoim rytmem mijających po sobie dni?
Swoim powołaniem.

Nie.
Nie możesz.
Ponieważ to, że tu jesteś to Twoja niemoc.
I brak odwagi.
To nie jest wybór. Dlatego nie możesz.

Absolutny środek wszystkiego. Odrobina angielskiej dostojności, lekceważenie luksusu i szczypta toskańskiej wsi.
Jest tak pięknie. A ja jestem taka nieszczęśliwa.
- Znów obrażasz Boga. - Słyszę.
Lubię tę bajkę o talentach, determinacji i ludziach, którzy mają na nas wpływ, dlatego idziemy dalej i stajemy się kimś więcej.

Chciałabym być dziewczyną 'niestwarzającą problemów'.
Chciałabym być dziewczyną 'niezadającą pytań'.
Jak wtedy wyglądało by moje życie?
To musiałby być bardzo smutny obrazek.

A.
 

 
Globalizacja sylwetek ludzi sprawiła, że za wzór nam – Młodym / Zdolnym stawia się ludzi z okładek Sukcesu, czy Pierwszego Miliona. To frustrujące.
Frustracja zżera nas od wewnątrz. Dzień po dniu malowniczych i wyczekiwanych wakacji.

Co robią w wakacje Młodzi, Zdolni, którzy mają wakacje, których wcale nie chcą mieć?

To już nie tylko syndrom zastoju. To syndrom strachu, że nie powiodło nam się w życiu, mimo imponującego wkładu własnego. To złość na sytuacje. To niezrozumienie okoliczności, na które wpływu nie mamy. I wewnętrzne roztargnienie. Nieumiejętność analizy. Narzucanie na siebie tyle, ile jesteśmy w stanie napisać maili, ile jesteśmy w stanie dać z siebie. Nawet nie. Po prostu zaproponować innym.
Sobie.
To rajd udowadniania sobie czegoś.
To rozpaczliwe błaganie by ktoś zwrócił na nas uwagę, równoczesne z inwestowaniem horrendalnych pieniędzy na tworzenie marki osobistej. Byśmy mogli być, tfu, unikatowi.

To takie specyficzne wariactwo młodych ludzi. Kierowane żądzą porównywania się do innych. Szarpanie się i obwinianie za brak efektywności i spektakularności, której się nawet nie da zmierzyć. Nie ustaliliśmy miary.

Uszy spuchły mi od tych wyznań. Spędzam lato w miejscu gdzie jest tak pięknie. Najpiękniej. Ale to miejsce jest zatrute ambicją. Czy My, Młodzi Zdolni mamy jeszcze czekać na swoją szansę?
My, przebojowe dziewczyny, dumy swoich babć? Czy może z pokorą mamy przyjąć los naszych koleżanek z piaskownicy, które przyjęły rolę matek, żon i kierowców samochodów o wartości garnituru skrojonego na miarę?

Po prostu chcemy sięgnąć JESZCZE WYŻEJ. I jeśli danego dnia nie wydarza się Coś, Po Czym Wszystko Może Się Zmienić, Coś Co Da Nam Nadzieję, Coś Co Ruszy Do Przodu... jesteśmy przerażająco wypluci.
Kultywujemy wyrazistość.
Kultywujemy efektywność.
Kłaniamy się w pas ludziom, którzy Coś Osiągnęli.
To jest jak modlitwa.
Grzeszne wyznania ludzi, którzy jeszcze nie dostali od życia tego, na co tak ciężko pracują.
Wymarzonych zleceń, czy kilku słów referencji.

Jak brzmią te pełne winy szepty?

Nie mogę oderwać palców od klawiatury.
Nie potrafię przestać myśleć, co mogłabym zrobić LEPIEJ.
Nie radzę sobie z tym, by choć na moment przestać, być produktywna.
Strasznie się boję, że na moim koncie zacznie brakować pieniędzy. Obawiam się, że ktoś wytknie mi zastój. Wyrzucam sobie, że nie dość zainwestowałam w samorozwój. Namiętnie sprawdzam FB moich zaangażowanych w rozwój zawodowy koleżanek. Nie wierzę w odpowiedni moment. Przestałam już nawet rozumieć ideę rozwijania swoich zainteresowań czy doceniania możliwości rozwoju swoich predyspozycji.
Liczy się tylko to, co PREZENTUJE WARTOŚĆ. Choć wartość nie ma już dla mnie znaczenia. Liczy się wyłącznie ciągłe działanie.
Szukam okazji, wykorzystuję okazje, wykorzystuję siebie. Eksploatuję do granic możliwości. Hołduję niezależności i samookreśleniu. Prześladuje mnie zmarnowany czas. Nie wychodzę z domu, ponieważ boję się, że natknę się na kogoś, kto zapyta 'Co słychać?', a ja nie będę umiała skłamać, że "Wszystko w porządku". Daleka jestem od realizacji mojego planu. Nie ma planu. Plan się rozpadł. Po prostu ciągle mi mało.

Najpierw miałam wrażenie, że 'przeplanuję' życie. A teraz mam wrażenie, że je przeczekam.

Na odpowiednią okazję, która nigdy nie nadejdzie?
Może na impuls?
Na wzięcie życia we własne ręce, kiedy wreszcie przestaną być skrzyżowane w geście tej modlitwy...

NAPRAWDĘ SĄDZILIŚMY, ŻE WYSTARCZY PLAN.
ALE KIEDY MY REALIZUJEMY PLAN, TAMCI OSIĄGAJĄ SUKCES.

A.
 

 
Pisane przy:




Złożyłam dziś aplikację do pewnego nowoczesnego Magazynu dla mężczyzn.
Jego dewiza głosi - "Jest pełen tego, co czyni mężczyznę atrakcyjnym."
Ale czy mężczyźni zawsze wiedzą, co czyni ich atrakcyjnymi?
Czy znają swój czynnik 'nieodpartego uroku'?


Istnieje wąska grupa mężczyzn, którzy oddziałują na Ciebie szczególnie wtedy, gdy się nie spodziewasz.
Gdy zajmiesz swoje miejsce z nadzieją, że wszystko będzie tak bardzo nużąco merytoryczne, jak tylko ludzkie zainteresowanie jest to w stanie znieść.
Albo gdy szukasz odpoczynku. Ustronnego miejsca przy oknie z uchylonym lufcikiem - tak byś mogła czuć podmuch wiatru. Z reguły wtedy przy Twoim boku pojawia się ktoś, kogo mogło by adorować całe towarzystwo, gdyby nieco bardziej go poznało. Gdyby sam dał się poznać.
Albo wtedy, gdy uciekasz przed całym światem i wszystko czego potrzebujesz, to spokój. I od czasu do czasu rady kogoś, kto pozostał wśród Żywych Wciąż Odpierających Ciosy Od Wrednego Świata.

I właśnie wtedy los wystawia Cię na próbę walki z nich nieodpartym urokiem.
Przyciąganiem i odpychaniem, taktyką (lub naturalnością) zwaną także - Przyciąganiem i stylem formalnym.
Z tym wszystkim, co robią niechcący.
Z tym, kim są. I czego zmienić nie mogą.
Jakie szanse ma próba walki z dawaniem poczucia bezpieczeństwa, imponowaniem i rozśmieszaniem jednocześnie?

Jak można walczyć z dawaniem poczucia bezpieczeństwa, imponowaniem i rozśmieszaniem?

Jak tylko się da.
Póki jeszcze nie za późno.

A.
 

 
Pisane przy:





Pisane w bardzo gorzki sposób.
"Ale jeśli chcesz pisać - żyj." - Jak usłyszałam kiedyś, gdzieś, od kogoś.

_____________________

Ten wpis to drobna część mojego e-booka, pisanego z chęci niezmarnowania czasu "przestoju", jakim są dla mnie ostatnie wakacje w życiu.
Docelowo e-book ma traktować o karierze poziomej, kreacji marki personalnej i osobistych doświadczeniach - ponieważ najlepiej uczyć się na cudzych błędach ; )

Pracując nad moją magisterką, o temacie 'Wartość pracy zawodowej dla mieszkańców wsi Zimnowoda i miasta Katowice. Analiza porównawcza.' wielokrotnie słyszałam fantastyczne wskazówki czy mądrości dotyczące życia zawodowego. Szczególnie od mieszkańców Zimnowody.
Chcę się nimi podzielić.

Jedyna wartość i cel mojego e-booka to - Zastanowić.

E-book będzie w zupełności gotowy jeszcze w wakacje i ukaże się na mojej stronie internetowej, w zakładce "REALIZACJE".
(Strona jest w trakcie projektu.)


Felieton z rozdziału "Nigdy nie zapominaj skąd pochodzisz. Nawet, jeśli dane Ci było stamtąd uciec." (Rada udzielona mi przy nalewce z pigwy.)

* * *

Kultura sukcesu wpływa na nas, jak szampan, na którego nas nie stać. Szczególnie, gdy trafisz do miejsca, gdzie aspiracje mieszają się z zazdrością i absolutnym brakiem świadomości, co prowadzi do świętego spokoju, czy choć do "pieprzonego minimum". Ale tutaj siostrą kultury sukcesu jest kultura buntu. Jeśli nie stać Cię na sukces, wybierz bunt. Jeśli nie chcesz, odpowiadać ani za swoje pochodzenie, ani za brak planów, ani za miejsce w którym obecnie jesteś – wybierz kulturę sukcesu i kulturę buntu, razem.
I nazwij to może stanem pośrednim. Zostań tam, gdzie jesteś. Zaangażuj się. Okaż wdzięczność. Nie tłumacz się. Nie kłaniaj. Żyj. Pozwól sobie na ten gest względem samego siebie.
Czasy się zmieniły, a nauka jest jedna – Jeśli wciąż jesteś w miejscu, z którego chciałaś uciec, musisz natychmiast zacząć robić wszystko odwrotnie. Albo nie robić nic.

Miejsce, w którym przyszło mi odzyskiwać siły to kombinatorski skrawek Polski, taki sam, jak inne kombinatorskie skrawki Polski. My to chyba mamy we krwi. Przekonanie, że jedni muszą mieć gorzej, by inni mogli mieć lepiej. Tu jest tak zwyczajnie, że aż niewiarygodnie. Chyba coś lęgnie się pod ziemią.
Tyle, że wokół kwitną Ci zniewalająco pachnące lilie.
Jak dla mnie to diabelnie inspirująca mieszanka. Interesów, wartości, postaw, szczęścia i 'czynnika przegranych'. Tutaj więcej uczę się niezależności od byłego więźnia, rezygnacji od świetojebliwej córeczki swojej mamusi i wyciskania życia, jak cytryny od młodszego brata z wyboru, który dojrzał jednak szybciej, niż ja.
Bezkompromisowość, rezygnacja i niezależność. Pij, pij do dna te wstrząśnięte składniki. Słońce nigdzie tak pięknie nie zachodzi, jak tu.
Róż. Pomarańcz. Żółć.
I zapewniam, działają tu siły, które sprawią, że zakochasz się w największej okolicznej łamadze tylko po to, by później takimi ludźmi nie gardzić.
Mogę mieć tapczan wypchany 200 złówkami. Mogę mieć gdzie wracać. Mogę mieć kogoś, kto chce ze mną spędzić życie. Mogę mieć miejsce, gdzie nikt nie będzie mnie szukał.
A jednak lubię być tu.
Oto najbliższe wyzwanie – Nauczyć się zabijać to, co się kocha. Kolejne? Pozwalać ludziom być sobą, nawet jeśli opierają całe swoje życie na przyglądanie się czemuś, na osiągnięcie czegoś nie mają odwagi.

Witaj na przedmieściach sukcesu. Witaj w miejscu, gdzie miniesz na spacerze ludzi, którzy całe swoje życie nie osiągnęli nic, nie dorabiając się nawet godnej pochwały postawy życiowej. Jak również tych, którzy tu przyjeżdżają tylko poddać się urokowi.
Witaj w piekle. Piekle, w którym na pierwszy ogień idą ludzie, którzy mają w życiu dokładnie to, czego od życia chcieli. Nawet, jeśli chcieli bardzo mało. Albo żyją planami i inwestycjami, które zwrócą się wkrótce. Bądź nie zwrócą się wcale. Liczy się wyłącznie fakt determinacji. To tutaj towar najbardziej deficytowy. Już zaczynam załować, że nie można tu dilować determinacją. "Na tej ziemi najmocniej wystrzegaj się bezcelowości." - Słyszę.
Trudno jest zaakceptować przestój. Cholernie trudno jest zaakceptować, że świat nas nie dostrzegł.
Minimaliści żyjący doświadczeniami, lub odpoczynkiem brani tu są na widły. Triumf wytknięcia kogoś palcem, że 'Skończyły się dobre czasy." Mogłaś tymi dobrymi czasami już wymiotować, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto powie Ci, że zrobiłaś krok do tyłu.
Wszyscy uwielbiamy kulturę sukcesu. Nawet hipokryci. Nawet Ci, którzy miesięcznymi dochodami ośmieszają idee rodziny. Sukces jest wszechobecny, mało kto utożsamia go z wolnością picia piwa w niedzielę pod sklepem.
Tu każdy ma prawo robić własne błędy i każdy inny ma prawo je komentować.
A ja? Nie śmiałabym nawet wejść do kościoła, nie realizując tego, co MOGĘ zrealizować, dostając tyle 'szczęścia/błogosławieństwa/farta', co mam.

Kochamy obnosić się z wyborami. Bardziej, niż z bogactwem.
Dajemy sobie tutaj niesamowite prawo do kształtowania swoich postaw.
Poprzez zachwyty, komentarze i obserwacje przez koniecznie rzadkie firanki.
Tu bardzo łatwo stać się przezroczystym. I zniknąć.
Ale na tym gruncie można też zdobyć grubą skórę.

A.
 

 
Pisane przy:

Don't give you everything I hope
Cause I gotta, gotta keep holding on, holding on




Tydzień temu spędziłam wieczór w drodze.
Zostałam potraktowana kilkoma wskazówkami, za które mogłabym się obrazić. Ale ja tylko machnęłam na nie ręką.
- Stary, być może zrozumiem. Po wypiciu wina otwierającego poczucie winy.
Wskazówki dotyczyły tego, by relacje ROZWIJAĆ, a nie zamykać się na swoje wyobrażenia i święty spokój, który ma się przy boku kogoś kojąco przewidywalnego.
Chyba, że lubi się mieć przerysowane życie. Pełne symboli satysfakcji, prestiżu i trafnych wyborów.
On znowu miał racje. Letnik znowu miał racje.
- Ty też się czasami nie mylisz.
- Kiedy? - Zarzuciłam.
- W teorii o zdecydowaniu i konsekwencji.
Napisz o tym.

Na specjalne życzenie. Ale chyba nie będzie to nic rewolucyjnego.

Konsekwencja i zdecydowanie - To właśnie tego brakuje dziewczynom, które choć urocze i inwestujące w siebie, to... odpychające. Odpychające dla większości konkretnych i "męskich" (w którym to słowie zamyka się całe znaczenie 'Pana Idealnego' ) mężczyzn.

- Lubię patrzeć na wodę. - Powiedział.
Jest stała, a jednocześnie mieniąca się barwami.
Chciałbym mieć taką... żonę.

A inne?
Deklarujące, że pragną miłości, w rzeczywistości tylko się miotają. A mężczyźni mają serdecznie gdzieś takie wyznania i chęć podporządkowania całego życia w imię miłości. Oni chcą wspaniałą babkę, która realizuje SIEBIE i poprzez realizację siebie dopełnia jego życie oraz ich relacje.
Miłość wydarza się po drodze, po prostu i trochę przy okazji. Nie dlatego, że podjęto odpowiednie decyzje. Czasami właśnie dlatego, że podjęto inne.
Proste. Proste, aczkolwiek całe mnóstwo pociągających dziewczyn o tym po prostu nie wie.

- Irytujące baby. Irytujące baby wszędzie.
W dodatku nie znające się na piwie i filmach zmieniających światopogląd w jeden wieczór, jak "Zakochani widzą słonie."

Zauważyłam ostatnio jeszcze jeden panujący trend, który opisałabym słowami "Jestem taka profesjonalna, taka ukierunkowana... taka poszkodowana, że wzięłam to wszystko na siebie."
Załamany głos, nieszanowanie rozmówcy - rozmowy planowane na moment gdy "będę w pociągu", czy "w przerwie"... przeciąganie meritum sprawy, komplikowanie i wywody. Jeżu. Tak może tylko eteryczna blondyneczka.

Laski.
Babki.
Kobietki.
Możecie być dopracowane i zapracowane, ale mężczyzna tego nie doceni, jeśli nie będziecie PEWNE TEGO, CO ROBICIE.
Pewność jest towarem deficytowym.

Zwykle obracam się wokół dziewczyn, które mówią "PEWNOŚCI NIE MA. TRZEBA ROBIĆ MELANŻ." Litości.

Dlaczego macie z tak wieloma rzeczami problem, damy?
Czy jasność myślenia i intuicyjna wiedza, co jest dla mnie dobre to jakieś pieprzone błogosławieństwo? Kim trzeba być, żeby nie wykorzystywać szans, jakie daje nam los, wstrzymując się miłostką, która nijak nie ma wpływu na całokształt naszego życia?
A później płaczą, że popełniły błąd.
Bez radości z konsekwencji, bez zatapiania własnych pomyłek w czekoladowym piwie.
Albo wciskając się w garsonki, wjeżdżając na ostatnie piętro wieżowca, traktując całe swoje życie, jak zadanie do wykonania.

Wypijmy toast za poczucie wyłamywania się z tego.
Za przesiąkanie męskim, zdecydowanym stylem.

A.
 

 

Pisane przy:




Wszyscy znamy przebojowe dziewczyny, które uwielbiają się przechwalać sukcesami zawodowymi, albo innymi osiągnięciami. Co trzeci fakt ubarwiają, a co piąty (działający na ich niekorzyść) - przemilczą. Są świetne w akcentowaniu 'chwil, które zmieniły ich życie'.

A mężczyźni, którzy opierają swoją tożsamość na 'określonym stylu'? Przerysowani, żałośni i nudzący?

Och, tak, są irytujący.
Ale ich zaakceptowaliśmy. Przyjęliśmy, że są częścią naszego życia. Tak, jak ulotkarze, którzy w nietrafiony sposób dobierają osoby, którym wcisną ulotkę.

Ale czy w naszym towarzystwie zdarzają się osoby, które uwielbiają adorować swoją zakazaną miłość przy podwójnej latte z karmelem i solą?
Rozczulać się nad tym, że znowu kogoś poznały, dodając, że nie wiedząc, dokąd doprowadzi je ta sytuacja, ale deklarując, że są wdzięczne za tę 'zmianę w życiu'?
Wielkie słowa, entuzjastyczne świsty i palec na ustach.
"To ma pozostać między nami." - Proszą.
- Ale co? - Prycham.
To, że znowu jesteś niezdecydowana? Że wystarczyła odrobina czyjegoś zainteresowania, byś zmieniła priorytety życiowe? Daj spokój.

Na co dzień ułożone, brązowe od stóp do głów, zamawiające coś z karty "nawet nie sprawdzając ceny". Spragnione nawet nie wrażeń, ale emocjonalności. Zwykłej pewności połączonej z poczuciem wyjątkowości.

- Znowu kopiesz w czyimś ogródku? Podkopując mały, biały domek? - Cisnęło mi się na usta, choć w rzeczywistości powinnam być daleka od ocen.

Przecież nie mamy wpływu na to, kto nas spotka i kogo my spotkamy. Co nam się przydarzy w życiu, nieoczekiwaniu i co wniesie do niego wartość. Mamy chyba prawo być zagubione. To dobrze jest wiedzieć, czego się łaknie. To dobrze tego doświadczyć. Doświadczyć chociaż tego, w tym świecie wielkiego fucka pokazywanego wszystkim, od managerów w za małych butach (którzy mamrzą coś pod nosem, a Ty myślisz, że to jakiś komentarz po Twoim adresem) po ludzi handlujących skarpetkami do balerinek przy dworcu w Kato.

- Tylko mi nie mów, że Ty nikogo takiego nie masz? - Zapytała Mała_Ambitna_Uwodzicielka, siedząc na brzegu fontanny.
- Jakiego? - Chciałam doprecyzować.
- Takiego, który dodaje Twojemu życiu rumieńców. - Usłyszałam w odpowiedzi.

Jeśli szukasz wrażeń, znajdujesz wrażenia.
Jeśli szukasz spokoju, znajdziesz spokój.
Ale spokój też może Cię uwieść. Wszystko może Cię uwieść, jeśli nie masz manier, serca i do kogo wracać.

- Nie wiem, może. - Mruknęłam. Jest wiele takich osób, ale żadnej nie stawiam w tak niekomfortowej sytuacji, przedstawiając sprawę od tej strony, że "Wpłynęła na moje życie." - Powiedziałam z troską.

To zobowiązujące.
To otwierające furtkę.
I zatrzaskujące drzwi do sypialni, w której dwoje ludzi być może dzielili się najważniejszymi kwestiami w swoim życiu.
Dla jednych "koleje losu", dla innych "grzech". Dla jeszcze innych, próba zmierzenia się z samym sobą i odnalezienia swojej jeśli nie lepszej, to mniej szkodliwej strony.

Tak to już jest.
Zawsze, gdy przyjedziesz do nowego miasta znajdziesz kogoś, od kogo będziesz się uczyła i kogoś, komu to Ty będziesz dawała wskazówki.

Tym razem to ja dawałam wskazówki.
Takie, w które sama wierzę od niedawna.
Ale wierzę, że mają wartość, a już na pewno w to, że są słuszne.

Nieważne, skąd je weźmiesz. Być może z własnych doświadczeń, śmiesznych i zostawiających nieproporcjonalne do powagi sprawy zadrapania na duszy i zachlapania na spódniczce. Nieważne, skąd.
Liczy się tylko to, co powiesz kolejnej zabłąkanej duszyczce z purpurowym notesem.

Tak tworzy się mit o tym, że to uczciwość popłaca. I niewkopywanie się w życie innych, z którymi moglibyśmy być szczęśliwsi. Unieszczęśliwiając kilka innych osób po drodze, ale to szczegół.

Tak właśnie odczarowują się suki. Poznając laskę kilka lat młodszą od siebie, której trzeba trochę matkować, a trochę przyczynić się do tego, by miała czego wstydzić się na starość.
A która obdarza nas jedną z najcenniejszych wartości - zaufaniem.

Mężczyzna, który przywrócił Cię do życia?
Wyślij mu czekoladki przy okazji Bożego Narodzenia. Nie wcześniej. Przecież mamy ukryć przekaz "Znaczysz coś dla mnie."
Ktoś, przy kim masz wrażenie, że za Tobą długa droga do domu?
Zbyj to krótkim "Dobrze Cię widzieć."

Jeśli nic nie wskazuje na to, że to Ty masz być momentem zwrotnym w jego życiu - zrób właśnie to. I odczekaj.

W imię czego jesteśmy takie szlachetne?
Czy to dlatego, że kilka lat temu ktoś powiedział, że to "całkiem rozważny sposób odniesienia się do sytuacji"? A my po kilku głębszych przyznałyśmy rację?!

- Może dojrzałość polega właśnie na tym, mała! - Rzuciłam, odwracając nogi od fontanny w stronę biurowca, w którym spędzałam dziś swój ostatni dzień.
Na tym, że o tych, na których nam zależy, myślimy najpierw? Może to wyższy stopnień oświecenia...
- Myślisz, że oświecenie dotarło też tu? Smog Katowic jest dość gęsty. - Drążyła.

A.
 

 
Pisane przy:




Duża kawa.
Szczypta imbiru.
Dużo czasu.
Szczypta irytacji.

Nawet w tych stronach słyszałam "Jesteś tym, w co wierzysz.", "Jesteś tym, czym się otaczasz.", "Jesteś tym, co wnosisz w relacje z innymi ludźmi."

Złote rady ludzi, którzy sami nie potrafią z nich skorzystać są tutaj na porządku dziennym. Między troskami, falującym na ciepłym wietrze zbożem i muskającym nas słońcem. Może nie ujęte w tak zgrabny sposób, ale jeśli Twoim jedynym zadaniem jest żyć - masz z czasem coś do powiedzenia, co może wnieść wartość w życie innych ludzi.
Gdzieś indziej, zadaniem innych ludzi jest osiągać, zadowalać się, wyprzedzać... wytańczyć cały stres, wymedytować wszystkie wątpliwości.
Ale jeśli trafiasz w te zapomniane przez poprzeczki wieku, osiągnięć i standardu - miejsce... Twoim jedynym zadaniem jest ŻYĆ. Najbardziej pełnie. Najpiękniej. Słuchać. Czerpać. Wyrażać wdzięczność.
Szlachetne i niebezpieczne. Dziś zaczęłam roztrząsać, kto ma/miał wpływ na to, kim jestem.
Istnieje teoria, że najwięcej czerpiemy od 5 osób, z którymi przybywamy najwięcej.
Z zupełnie bez chęci zaszkodzenia sobie i innym, możemy tak po prostu za nimi tęsknić?

Czy możemy dziękować, afirmować... w prosty sposób?
Gdzie jest granica pomiędzy wdzięcznością za to, że ktoś jest w naszym życiu, ma dla nas czas, a adorowaniem?
Czy są jakieś dopuszczalne rzeczy, które możemy o sobie wiedzieć? Czy zawsze trzeba zachowywać tę klasę i spokój, w których niezbyt widzi się sens?
Wystarczy kilka drobnych gestów i słów, by coś zrujnować i by coś zbudować.
Tylko tutaj doświadczyłam czegoś tak godnego niezapomnienia.

Chcesz dla kogoś jak najlepiej? Módl, módl się o niego i dobrze mu żyć. I nie mieszaj się. I nie mieszaj. Wszystko, co masz do powiedzenia powiedz raz. A najlepiej pokieruj wszystkim tak, by nie trzeba było czegokolwiek tłumaczyć.
Niech wszystko wiadomo od razu. Bądź czytelna. Bądź przejrzysta.

Złote rady.
Złote zasady.

Czy pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy wyraźnie są szczęśliwi z tego powodu, że na siebie trafili, już na starcie powinno ustalać się zasady relacji, tylko dlatego, że w naszym życiu są też inni, ważni ludzie? To niedorzeczne.
- Nie prowokuj takich sytuacji. - Słyszę od zawsze stonowanej babci.
Nie mamy wpływu na to, co może się wydarzyć.
Ale mamy wpływ na to, czy naszymi zapędami, bądź nadziejami zniszczymy komuś spokój.
Czy z wyważeniem posłuchamy, odpowiemy, roześmiejemy się i... pożegnamy.
Mając na uwadze to, co sami budowaliśmy od lat.
I nie lekceważąc tego, co ktoś inny zbudował z kimś innym. Kogo my nie poznaliśmy. Dlatego tak łatwo jest nam, wątłym duszom, zbliżać się do rozżarzonych myśli.

Najświętsza racja.

Racja z gatunku tych, które możesz usłyszeć tylko tu.
Nie prowokuj.
Odstąp.
Daruj.
Podziękuj.
Nie domyślaj się.
Nie myśl, co by było gdyby.
Nie warto.
Odwróć się do tyłu.
Może ktoś inny teraz umiera z tęsknoty do tego, do czego Ty podchodzisz z taką lekkością i nieposzanowaniem.

Uprość to.
Uprość to, co nie daje Ci spokojnie spać.
Nie ten kierunek.
Przecież gdyby to miałoby być dla Ciebie dobre, było by proste, intuicyjne... nie dające się analizować.

A.
 

 

Pisane przy:



- Ale dawniej... - Zaczęła z rezygnacją.

No tak, tak to jest, jak się żyje wspomnieniami. Albo, jak już dawno przestało się już żyć, i zostały tylko papierosy z nadrukiem pasków zebry. - Pomyślałam.

Przestało się przełamywać. Przestało się chcieć. I brać. Pod nosem pałac.
Pałac stworzony z trosk, z rześkich poranków i spokoju ducha.
Ale co tam. Kiedyś było lepiej. Inaczej. A teraz słońce zachodzi na pomarańczowo, ale po co zwracać uwagę na szczegóły.

- Młode pokolenie się dostosuje. - Zauważyła.
Oni już wiedzą, że trzeba brać, jak swoje. Wszystko musi mieć ręce i nogi i łeb na karku.


Już miałam powiedzieć, że u mnie, mimo mojego krótkiego życia, kiedyś też było inaczej. Różnie było. Moje krótkie życie dzieli się na krótkie etapy. I czy nagle przestałam roztrząsać? I wracać? Nie nagle. Ale jeśli nie skoncentrujemy się na tym, co jest dookoła, nie zobaczymy, co jest rzut kamieniem stąd.
Nie znam "waszych" momentów historycznych, drogie mi - starsze panie, nie znam okoliczności i sytuacji, z których można było wyjść cało. Ale znam swoje.
Sama zaczęłam więcej pobywać, więcej odwracać się na pięcie i więcej pić. Więcej kurwować. Więcej wpadać z deszczu pod rynnę. I więcej się wkurzać na wspomnienia, zajmowanie bezpiecznej pozycji "opiniodawców" z boku.
O mniej prosić, mniej sobie wyobrażać, mniej zaglądać innym przez ramię do ogródka.
Być może mnie to zmieniło. Jasne. Ale chyba nie wywiodło mnie w maliny. Nie jest mi z tym źle. Taki jest los. Taka jest rzeczywistość. Tego doświadczamy. To jest nasza refleksja. Jaki jest sens wyrokować zza plastikowego ogrodowego stołka?

- Nie masz problemu z tym, że młodzi mają teraz gorzej? - Zapytano mnie.
... że muszą się o wszystko starać, tak doskonale orientować się w tym "co i jak"...?
- Ale ja nie chcę innego świata. - Powiedziałam.
Chcę taki, w którym jestem zobowiązana zająć jakieś stanowisko. Zadecydować. Otworzyć się na nowe możliwości. Albo porzucić jakąś myśl. Mam gdzieś poczucie, że zdecydowanej większości żyje się tak, czy tak. Nie zwykłam przejmować odpowiedzialności za innych. Może to jest przykre. Może niesprawiedliwe. Może wyzwoleńcze. Ale nie jestem teraz tą, która mając dach nad głową i lody miętowe na talerzyku nie potrafi dostrzec, co ma.
Może palenie mostów to za mało. Może czasami trzeba spalić całe miasta. Stać się więźniem własnych marzeń, kimś do kogo należy ścieranie kurzu po wiekopomnych zderzeniach z własnymi ograniczeniami.
Mówię z dołu. To nie jest głos uprzywilejowanej pozycji.
Mam dość zmian. Mam dość ingerencji w to, jak ma wyglądać moje życie. Wierzę, że wystarczy mi nasiąkanie wiedzą i zajęcie postawy.
Może tutaj nawet nie chodzi o osiąganie? Tylko o zajęcie swojego miejsca.

A.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Pisane przy:




Nadal oglądam stare odcinki Sexu w wielkim mieście, choć wiem, jak ta bajka się skończy. Historią. Ale nie zawsze historia kończy się bajką.

Dobrze jednak jest móc sięgnąć pamięcią do czasów, gdy spotkało się kogoś, kto miał zbawienny wpływ na Twoje życie.
Zważywszy, że był to moment, w którym było się białą kartką, noszącą fioletowe włosy.


Przedwczoraj świat okazał się być mały, a piwo wszędzie smakować tak samo.
- Znam Mr Biga (użyła jego banalnego imienia)! - Rzuciła moja przeurocza znajoma o jasnych lokach.

Boże. Wyprowadziłam się do miasta obok. Z nadzieją, że już nigdy to imię nie zabrzmi mi nad uchem. W sobotni wieczór zabrzmiało. Razem z osami, śmiechem ludzi, z którymi łączył mnie przypadek i moim nerwowym stukaniem paznokciami o blat.
- No to pozdrów go ode mnie. - Rzuciłam.
Co mogą znaczyć pozdrowienia przekazane od kogoś, kogo się poznało od najbardziej zrozpaczonej strony? Może to, że było się mężczyzną, o którym nie sposób zapomnieć?
Mężczyzną, z którym nic Cię nie łączy, ale o którym powstają historie takie, jak Sex w wielkim mieście?
Potrzebujemy mrzonek. Potrzebujemy wyrafinowanego romantyzmu o 8:30 w poniedziałkowy poranek. Potrzebujemy być niedojrzałymi dziewczynami, by kiedyś stać się świadomymi.
Potrzebujemy stracić panowanie nad sobą.
Potrzebujemy snuć teorie, którymi przywracamy do życia nasze przewrócone już za barowy stolik przyjaciółki.
- Mam pewną teorię związaną z Twoim znajomym. - Rzuciłam do Przeuczonej Eterycznej Znajomej.
Teorię o Zwyczajnym Mężczyźnie.
Pozornie zwyczajnym.

Tak rzadko spotykamy ludzi, którzy potrafią nas zastanowić, poruszyć i wyrwać z letargu, że chyba warto to akcentować.
I są pozornie zwyczajni.
Trzeba wtedy zachować spokój, którego ja wtedy nie miałam.
Trzeba nadal żyć swoim życiem, nawet jeśli nie jest warte funta kłaków.

Ile razy podążyłaś za ideałami? Ile razy nie pozwoliłaś sobie na sprawdzenie, do czego prowadzi Twoja nadzieja? Czy to jest wszystko, co Ci zostało?
Zaczęłam wierzyć, że świat skonstruowany jest tak, że cofa nas do punktów wyjścia tylko po to, byśmy sobie uświadomiły, jaką drogę przeszłyśmy.
Gdybym miała oprzeć na czymś cały świat i całą wiarę, oparłabym na Teorii Zwyczajności. Na teorii czekania na to, co ma Cię zaprowadzić do siebie.
Na prawdopodobieństwie, że nie można czegoś bardzo pragnąć i tego nie otrzymać.
Modlitwa ma ogromną moc. I kiedy modlisz się o równowagę, nie masz pewności w jakiej formie ją dostaniesz. Czy dostaniesz ją od razu, czy po 4 latach, na skutek okoliczności. I wyborów, których dokonał ktoś, a na które Ty przystałaś.

Przyglądam się mijającym dniom. I zadaję sobie pytanie - Kto i co miało na to wpływ?
Dlaczego historia właśnie teraz zatacza koło i czy ta historia ma świadomość, że istnieje ryzyko, że z tego koła utworzy się trójkąt?
Trójkąt ludzi. Ktoś, kogo wplątał w to Los. Ktoś, komu już wszystko jedno i Ktoś, kto miał nadzieję ułożyć sobie życie.
Jest przezabawnie. Trwać w przekonaniu, że to nas może donikąd nie zaprowadzić.
Może coś się pozmieniało na Górze? A może to przypadek?

Teoria, że w ciągu całego swojego życia spotkasz kogoś, przy kim będzie miało się wrażenie, że wróciło się do domu, jest całkiem rozsądną teorią.
A życie nie jest skonstruowanie tak, że nagle znika wszystko inne.
Tu nie ma miejsca na przepraszanie Aktualnego Życia, ani tych, którzy je z Tobą teraz dzielą, za to, że jest się wdzięcznym za to, co kiedyś się zdarzyło.
I w tym wszystkim nie chodzi o cokolwiek innego, o cokolwiek więcej.

To jest historia, którą można opowiedzieć w mgnieniu oka, przy karmelowym piwie.

I zawsze, gdy godzę się ze stratą, odzyskuję to, co straciłam.

Tak więc... Pozdrowienia dla Mr Biga od Carrie Bradshaw. O losie.

A.
 

 
Pisane przy:


Ty, który ciepłym słońcem 
napełniasz mieszkania 
Ty, który dałeś nam 
trudne przykazania 

Uratuj dzisiaj od nienawiści 
Moje serce, moje oczy, moje myśli 




Wyciągnęłam rękę. Ale żeby cokolwiek się udało, chyba musiałby obok mojej wyciągniętej ręki stać się cud. Wyciągnęłam rękę do zgody ze starym światem, który tutaj zastałam.
W uszach wciąż brzmi mi orkiestra z kościoła. Żegnaliśmy Proboszcza, za którym 50 lat kapłańskiej posługi. Obyśmy nie żegnali się ze wszystkim, co wniósł do naszego życia. Łatwo zapomnieć o tym, co jest ważne, gdy nie ma wśród nas kogoś, kto tak gorliwie wierzy w owe ważne rzeczy i afirmuje je, będąc tam, gdzie go potrzebują.
Dziś wśród nas obecny był upływający czas.
Upajajmy się ciszą i czekaniem. Nie próbujmy aż tak mocno ingerować w filozofię przypadku, która nas rzuca po kątach tego świata. I sprawia, że trafiamy między ludzi, którzy przywracają nas do życia.
Dziś, na uroczystości pożegnania Księdza Proboszcza płakali wszyscy. I ci, których znałam i ci, których nie znałam. Pierwsze rzędy były zdziwione doniosłym śpiewem z chóru. Byli też tacy, którzy przyszli, bo tak wypadało. Ksiądz zaakcentował, by nigdy nie zabrakło nam systematyczności w tej naszej wierze i obecności. Choć zdecydowanie częściej, niż powinność, na twarzach tych ludzi widziałam łaskę. Szkoda, że nie przytoczę słów, które padały pod adresem Księdza. Przepłynęły przeze mnie. I zgadzam się z każdym jednym.
Tak żywiołowe. Tak szczere. Tak pełne ducha.
Już nigdy nie usłyszę jego "Sakramentalny związek małżeński mają zamiar zawrzeć...". I już nigdy nie zaczepi mnie i babci idącej do Kościoła.
Siedzę teraz z nogami wyciągniętymi przed się i rozpamiętuję wszystkie rzeczy, które się nie zdarzą. A skąd mogę wiedzieć, że się nie zdarzą? Przyjdzie nam jeszcze tyle powiedzieć, tyle zmienić i taką ilością drobnostek się nacieszyć, że... Hm, zostawmy dzisiejszy dzień zamkniętym. Trzeba było tam być. Dwie panie w starszym wieku, w perlistej biżuterii i najlepszych garsonkach ściskały w dłoniach swoje eleganckie koperty z osobistym podziękowaniem dla Księdza. A w drugiej dłoni, oczywiście, chusteczkę.
Sypali bordowe kwiaty, przemawiali i zamieniali zwyczajne w uroczyste.
Nie spodziewałam się, że tylu ludzi znajdzie dla niego czas.
Poszanowanie, uznanie i wdzięczność to chyba najlepsze rzeczy, jakie człowiek może po sobie zostawić. Babcia Pola założyła korale, a i każdy inny założył, co miał. Najlepszego. Kończy się jeden etap w naszym życiu, zaczyna się inny. - Mówili.
Chyba trudno mówić o etapie i zebrać się do podróży, kiedy zostawia się gdzieś swoje serce.
To jest jedyne miejsce na ziemi, o którym wiem, że można tak się zżyć z ludźmi. O których wie się niewiele. Ale to, czego się nie wie, można wyczytać z ich spojrzenia wznoszonego do nieba.
Ale jeśli niemalże niedzielę w niedzielę, przez kilka ostatnich lat siada się w kościelnej ławie obok kogoś, kto podaje Ci rękę, jak można się z nim nie zaprzyjaźnić?
Chcę być na starość taką poczciwą, elegancką babcią, jak te, które dziś pozdrawiały się skinieniem głów.
Ciekawe, czego Ksiądz Proboszcz chciał na dla nas. Moment. Chciał, żebyśmy nie ustawali w wytrwałości. I żeby było nam dobrze.
Mamy po dwie ręce, dwie nogi, mądre głowy i wielkie serca. Jakże może nam źle powodzić się w życiu? Nie pod tym niebem.

A.
 

 
Pisane przy:



Chciałabym powiedzieć, że wróciłam do życia. Ale prawda jest taka, że wrócić nie wróciłam. Nawet nie mogę powiedzieć, że je odzyskałam. Po prostu z całą odwagą i nieśmiałością postanowiłam stworzyć je od początku, ponieważ przez ostatnie długie miesiące nie miałam prawdziwego życia. Teraz zastanawiam się, gdzie podziałam swój czas. Co zrobiłam z tym, co miało dla mnie znaczenie... Od teraz spędzam czas na szukaniu tego.

A.
 

 
Pisane przy:


So he opens it up and reads it out to all his friends
Amongst the crowd a heart will break and a heart will mend
He walks on home tired from work
The letter falls from his hand
He reaches out only to catch the sky
Its gone with the wind




- Jak było dobrze, to było dobrze. - Powiedział dziś sąsiad, z przekąsem i charakterystycznym dla niego cynizmem.
Wystraszyłam się, że za chwilę to może być fraza właściwa mi.

Jeszcze nie rzuciłam jednej pracy, a już śni mi się, że dostanę drugą posadę.
Nade mną jest jakieś błogosławieństwo.
Choć sama czuję się, jak papierowy samolocik.


A.
 

 
Muzyka:
OPEN FM -> INNE -> SMOOTH JAZZ.



LEKTURA:
 

 

Pisane przy:


I keep a close watch on this heart of mine
I keep my eyes wide open all the time




To, że myślałam inaczej chyba wynikało z niewiedzy. Niewiarygodne, jak długą drogę trzeba przejść, żeby wrócić do punktu wyjścia.
I przez co. Zorientowanie nie jest równe pewności i przekonaniu. Zorientowanie jest równe tylko temu, że wiesz, jak się "ustawić".
A może lepiej kręcić się w kółko?
Doświadczyć stanu "długo, długo nic".
Wyczyścić głowę, pozbyć się postawy, dać sobie szansę.
Czekać na łut szczęścia i go dostać z racji szczerej i bezczelnej wiary, że się taki "łut szczęścia" należy.

Mój punkt wyjścia wynikał z zauroczenia nazwami, możliwościami i tym, jak kwestie i prawdy zostają wykreowane.
W rozwoju zawodowym chodzi o mnie.
W poczuciu, jakie mi daje - chodzi o mnie.
O moje ambicje, równowagę, poczucie sensu, nawet moje możliwości.
O wszystko, co jestem w stanie sobie wybrać.
O to, z czego jestem w stanie zrezygnować.
I nie ma "odgórnych wytycznych", aczkolwiek z zewnątrz wciąż docierają WSKAZÓWKI, a nie dyrektywy, które mają zdominować moje młode życie.
Cóż za prostota.
Po wycofaniu się z najambitniejszej kwestii, jaka była "moja" i z której byłam szaleńczo dumna, okazuje się, że najbardziej liczy się mój własny tyłek.
I strategia "ochrony i obrony własnego tyłka".
Nie nazwy, nie stanowiska, nie pozycja, nie zazdrość i niedowierzanie.
Nawet nie forsa, którą jestem w stanie wydać w jeden dzień. Nie tak, nie za tę cenę.
Nie mogę przehandlować swojej wolności i tego, na czym rzeczywiście warto mi się skupić w najbliższym czasie za garść drobniaków.
Chodzi o umiejętność rezygnacji.
I umiejętność przeskoków.
Umiejętność "machnięcia ręką".
Czasami zostawiamy coś za sobą nie dlatego, że nam szkodzi, ale dlatego, że każdy centymetr naszego zmęczonego, wytresowanego ciała pragnie czegoś "innego".
"Ostatecznie, liczy się tylko głos, który Cię gdzieś woła i poczucie, że chcesz odkryć coś nowego. Gdy masz jeszcze siłę na nowe pola działania.
To, co było wcześniej - Twoje ukierunkowanie, wykształcenie, uznanie, jakie masz - Liczy się tylko dla formalistów." - Usłyszałam niedawno, jakby w dobrej godzinie.
I dodam, że liczy się wsparcie tych, który w równym stopniu, jak Ty są zmęczeni "porządkiem rzeczy".
I cała tona książek, którą można wchłaniać w wolnym czasie.
Analizując.
Dochodząc do siebie.

Pora mi dość do siebie.
Po spełnieniu marzeń.
Po zrealizowaniu planów i ambicji.

Gdzie ja będę za 5 lat, jeśli już mam za sobą to, o czym "marzy większość ludzi w moim wieku".
Gdzie ja będę...

W 2019 roku.
Najlepszą metodą przewidywania przeszłości jest jej tworzenie, więc do dzieła!


A.
 

 

Pisane przy:




Mówi się, że gdy los zamyka drzwi, otwiera okno.
Ale jeśli samemu zatrzaskuje się za sobą te drzwi? Co dzieje się z oknem? Okazuje się, że jest zardzewiałe albo spróchniałe i nie da się go otworzyć? Albo jak się szarpnie, wypadnie szyba?
Jeździłam dzisiaj po mieście w kółko. Nie potrafiąc sobie przypomnieć, co mnie tutaj przywiało. Chyba tylko ambicja.
Ale okazuje się, że za granicą spełnionego marzenia, zrealizowanego celu, nie ma nic szczególnego. Jest pustka. Trochę nostalgii. Tyle rozczarowania, ile jestem w stanie unieść.
Mówi się, że dopóki nie zostawisz czegoś za sobą, nie odpuścisz - w Twoim życiu nie ma szansy pojawić się coś nowego.
Jak mogłam zapomnieć, co sprawiło, że zechciałam żyć TUTAJ? Chciałam od czegoś uciec, niekoniecznie przyjechać właśnie tu. To miasto nie było celem, tylko drugim końcem kija, którym się poganiałam.
Choć bardzo łatwo dorobić sobie do wszystkiego ideologię i bardzo szybko wyjść na swoje.
Nie można w połowie rzucać czegoś, co jest ważne.
Przypomniałam sobie więc, że mam tu swoje sprawy, których muszę dopilnować. Kilka spraw i tylko to. I nawet, jeśli idą spektakularnie, ważniejsze by szły w dobrą stronę.
Nie mam pojęcia, jak planować, żeby było dobrze.
Mogę jedynie spoglądać wstecz i sądzić, że nie straciłam tego czasu. Albo wspominać, co żywsze momenty.
To było by żałosne, gdybym zawsze dostawała to, czego chcę.
Na szczęście są jeszcze ludzie, których weźmiesz pod rękę i zaprowadzić do fragmentu ich dawnego życia, które dla Ciebie wydaje się wybawieniem... jedynym prawdziwym obliczem.
I tak oto wczorajsze popołudnie spędziłam z babuszeczką w pomarańczowych wełnianych skarpetach, która mojej babci pożyczyła welon ślubny.
W pewnym momencie starsze panie stwierdziły:
- Myśmy to nic w życiu nie użyły.
Uderzyłam ręką w stół. Obcy stół. Stół kobiety, którą widywałam w kościele.
"Jesteście zdrowe na tyle, na ile pozwala Wam wiek. Macie pociechę z dzieci i wnucząt. Macie dzisiejsze popołudnie dla siebie. Przeżyłyście to, o czym ja nawet nie mam pojęcia, wycofując się albo odbierając jak by było moje."
Ja jestem tylko oszustką, która uwielbia zarówno skaczące powiększające się cyferki, jak i emocjonalne układy. Spryciarą z odrobiną szczęścia. To nie wyklucza ciężkiej pracy, ale ją skraca.
Każde życie jest inne, ale ja mam po prostu nadzieję, że rozgoryczenie z czasem minie.
Dobrze, że jest to rozgoryczenie tym, co się osiągnęło, nawet tym, co nie wyszło, czy zmęczyło,
niż tym, że nie nie spróbowało.

A.
 

 

Pisane przy:


ucieknijmy stąd,
z tego świata
co na złą drogę schodzi wciąż
zabierz mnie daleko stąd




Miałam tylko się z czymś rozliczyć, coś innego podsumować. A w ferworze narastających zdarzeń, zobowiązań i poczucia, że dokądś się płynie, ale nigdzie nie widać ani tratwy ani lądu - zaczęłam szukać sensu. Sensu i grubej linii, którą można by podsumować to, co się już wydarzyło.
Czasami zostawiam coś za sobą nie dlatego, że nie jest dla mnie dobre, ale tylko dlatego, że chcę... że wyrywa mnie do tego gestu.
Czuję wtedy coś w rodzaju uczucia, które towarzyszyło mi, gdy miałam 6 lat i spacerowałam po łące, aż do linii horyzontu - szukając wyjątkowych kamieni.
Wolność. Ciekawość. Improwizacja. Wyznacznik, który przyjmujesz na resztę dnia, bądź swojego życia. Od tej chwili możesz zacząć wierzyć, że ten kamień jest magiczny.
Dziś wolna sobota. Postanowiłam więc wszystko uporządkować. Wszystko, co tylko się da. Kwiaty w wazonie, życiorys zawodowy na Goldenline, zmierzwioną sierść kota.
Za oknem jest deszczowa pogoda. Nie pada, ale wygląda na to, że zaraz zacznie. Takie zawieszenie. Nie wyjdziesz, nie błyśnie słońce. Wiesz, że jak przekroczysz próg domu, to Cię zmoczy. Jest szaro, kropliście i mglisto. Choć na pozór jest w porządku - Można w taką pogodę zrobić bardzo wiele pożytecznych rzeczy, ale niekoniecznie to, co by się chciało zrobić.
No i też tak wygląda moje życie. Robię kilka rzeczy istotnych, robię to, co do mnie należy.
Ale już dawno zapomniałam, jak to jest czuć ogień.
Pora go wznowić. W imię swojego indywidualnego porządku życia. To jest indywidualny porządek, nie bałagan.
Marzenia się spełniają, a później wypalają. Robią psssyt. Potrafią cieszyć przez jakiś czas, później trzeba znaleźć odpowiedni moment, by je porzucić. Zanim zaczną nas dręczyć. Trzeba znaleźć coś nowego, nim do nas dotrze, że to, czego tak bardzo pragnęliśmy było ETAPEM bądź ELEMENTEM. Nie punktem docelowym.
Wracam więc do porządkowania.
Kostek rabarbaru na placek.
Ułożenia firanki.
Projektów na zaliczenie semestru studiów magisterskich.
Myśli.
Zobowiązań.
Nowych planów.
Starych sentymentów.

Wszystkiego, wszystkiego, wszystkiego.
Oto idzie nowe.

To aż niewiarygodne, co napisałam na swoim profilu na Goldenline, ale naprawdę to wierzę.
Od niedawna, ale wierzę.


https://www.goldenline.pl/justyna-poluta/


"I choć istotną rolę w kształtowaniu naszych karier mają strategia działania, wizerunek i kontakty w środowisku, to najbardziej mój stan ducha w kontekście pracy zawodowej oddaje piosenka Beatlesów "Let It Be":




To dobrze, jeśli wiesz, czego chcesz.
Ale warto też zostawić przestrzeń na to, co ma szansę nadejść dzięki Losowi, Błogosławieństwu, Prawdopodobieństwu i Wszystkiemu_W_Co_Wierzysz."

A.
 

 


Pisane przy:

When your dreams all fail
And the ones we hail
Are the worst of all





Mieszane uczucia nie są tym, co lubi poukładana osoba. Ale połączenie entuzjazmu, udręki i nadziei daje nad wyraz niespodziewane efekty. Najtrudniejszy do uzyskania efekt - zaangażowania. I efekt uboczny - uważności.
Odnoszę wrażenie, że na co dzień ludzie nie zastanawiają się nad swoją pracą, choć to tak spędzamy większość życia. Nawet jeśli my nie jesteśmy w pracy, ale praca jest w nas. - Przy okazji systemu pracy home office, czy "gdziekolwiek jesteś office", co ostatnio zdarza się mi, kursującej na linii Katowice-Zimnowoda-Katowice.
Z drugiej strony hołduję przekonaniu, że im mniej Ci zależy, tym lepsze wyniki osiągniesz.
Choć nie wiem, na co to już wygląda.
Jest strona, której wygląda to na pozerstwo.
Na szpan tym, czym inni nie mogą się pochwalić.
Innym - bliższym mi, wygląda to po prostu na zespół czynności, wykonywanych w określonym celu, przy użyciu określonej wiedzy. Tak, by zarobić na to, co samo się nie zapłaci.
To wypełnienie czasu. Jedyna właściwa 'rzecz', za którą powinnam była się zabrać w tym wieku i na tym etapie życia. Proza.
Są i tacy, którzy twierdzą, że moja praca to wyróżnienie. Radość. Sukces.
Tak może jest przez pierwsze 5 minut, później szukałam w sobie oddania.
Czymkolwiek by to nie było, 'obiektywnie'...
Ale dla mnie to jest po prostu zawodowa ambiwalencja.
Coś, co było dla mnie najważniejsze przez większość mojego dorosłego życia, teraz jest tylko środkiem do celu.
Oto, jak praca może zmienić człowieka.
Te wszystkie lata, które moim "rówieśnikom" minęły na wiązaniu końca z końcem, mi minęły na próbach sprawdzenia, do czego właściwie potrzebuje pracy.
A może to praca potrzebuje mnie?
Tak powiedziano mi ostatnio, że to praca potrzebuje mnie. Moich kompetencji, mojego sprytu i mojej chęci realizacji.
Grubo.
... i że mam nie próbować żyć "alternatywnie", bo zginę. Najpierw zginę, a później zostanę z niczym.
A może najpierw zostanę z niczym, a później zginę...?
Ta moja praca ma jeden dar.
Wzbudza we mnie emocje.
A to przez długie lata udało się nielicznym ludziom, a zobowiązaniom to niemal żadnym.
Może za wyjątkiem ludzi, którzy swoją pracą uświadamiali mi, że potrzebujemy do tego jeszcze:
- SENSU
- WAŻNOŚCI
- ZNACZENIA
Potrzebujemy, jeśli nie traktujemy swojej pracy mechanicznie.
Potrzebujemy też strachów poprzednich pokoleń i przekonań, w które nie wierzymy.
W moim przypadku to puste: 'Pilnuj studiów'.
Nie ma sensu pilnować czegoś, co już straciło na znaczeniu. Formalnie. A rozwijać można się dalej.
Zdobywając papierek w imię porządku.
Trzymam się tego, co mam, jak brudny śnieg - ziemi. To podobno szczyt umiarkowanego szczęścia.
- "Przecież nie chcesz zostać mamuśką, ubraną w ciuchy z supermarketu!"
- "Przecież nie chcesz dopraszać się czegoś, co możesz po prostu dostać, wiedząc jakimi prawami rządzi się świat!"
Słyszę w swojej głowie wszystkie "uwagi" ludzi, którzy mówią mi, kim nie być.
Myślałam, że to wszystko wynika z moich własnych pobudek i dążeń.
Jakże mały i mylny jest świat ludzi, którzy żyją w "stabilności". U mnie do tej stabilności dochodzi ambiwalencja. Nie wiem, co mam myśleć. Nie myślę więc nic. Jak się to wszystko skończy, to odżyję. A jak się nie skończy, to może przynajmniej nie będą za mną rzucać, że "źle skończę".

A.
 

 
Pisane przy:




Can I alone look at the sky my dear
I am right, every falling star
Make a wish, it will turn away


Tęsknię za rytmem, który wyznaczały mi pory dnia, natężenie słońca i narastająca we mnie chęć odkrycia czegoś nowego.
Tęsknię za czasem, gdy miałam go tyle, że co wieczór piłam bardziej fantazyjne wino.
Za fragmentem mojego życia z przeszłości, gdzie ludzie słuchali siebie, ponieważ tak się żyło - Sobą. Od spotkania do spotkania. Od szczęścia do szczęścia.
Mniej było wtedy wyobrażeń.
Mniej celów.
Mniej wiary.
Już nigdy nie będzie tak, jak dawniej.
Oto roztrzaskałam tamtą harmonię nowymi, zupełnie zaborczymi i bezkompromisowymi marzeniami.
Równowaga, wdzięczność i spokój już nigdy nie będą sposobem na życie, tylko chwilą odpoczynku - Przerywaną drżeniem i pośpiechem.
W starannie zaplanowanym życiu, nie wiem co musi się wydarzyć, żeby chciało się zawalczyć z identycznością.
Tęsknię za zachodzącym na pomarańczowo słońcem.
Za uczuciem tonięcia.
Za bezradnością stron, z których trudno się wydostać, ale która tuli prostotą.
Za świadomością, że jeszcze czegokolwiek nie trzeba formować. Za niepodjętymi decyzjami. Za zrywami, a nie ukierunkowaniem.
Leżeliśmy nad rzeką na spróchniałym pomoście, skubiąc farbę z żółtego roweru.
Zderzając co kilka lat nasze życia ze sobą.
Przy sztucznie wytworzonych okazjach, w które wiara zamieniła się nawet w brak szacunku.
Wypowiadając przekleństwa na tych, dzięki którym tu jesteśmy, ale którzy zmarnowali swoje życie.
Można zmarnować swoje życie, będąc w najpiękniejszym miejscu pod słońcem. Można zmarnować swoje życie, nie dzieląc go z innymi.
Można zmarnować swoje życie, nie mając pojęcia, ile jest warte.

A.